fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Archeologia

Szukali żaglowców z XVI w., znaleźli statek z XV w.

Kapitan francuskiego żaglowca wolał go wysadzić w powietrze niż poddać
©Bianchetti/Leemage
Francuscy naukowcy poszukują wraków dwóch słynnych żaglowców z XVI wieku, zatopionych podczas dramatycznej bitwy morskiej u wybrzeży Bretanii. Niespodziewanie znaleźli trzeci, jeszcze starszy, o którym do tej pory nie wiedzieli.

Francja jest światową potęgą w dziedzinie archeologicznych badań podwodnych. Aktualnie na Atlantyku u wybrzeży Bretanii trwają poszukiwania dwóch wraków sprzed 507 lat. Jest to ekspedycja o charakterze prestiżowym, zaplanowana na trzy lata, zakrojona na wielką skalę.

Ekspedycją kieruje Michel L’Hour z francuskiego Drassm (Departement des recherches archeologiques subaquatiques et sous-marines). W poszukiwaniach uczestniczą naukowcy z wielu francuskich ośrodków badawczych. Dysponują statkiem „Andre Malraux”. W laboratorium na pokładzie analizowane są dane z sonaru i magnetometru wskazujące na anomalie magnetyczne, które mogą oznaczać miejsce zatopienia wraku. Po odnalezieniu będą je penetrowały roboty oraz płetwonurkowie.

Honor ponad życie

Poszukiwania podwodne poprzedziła kwerenda w archiwach francuskich i angielskich. Naukowcy zweryfikowali także archiwalne informacje o dniach i godzinach pływów, ponieważ w 1582 roku nastąpiła reforma kalendarzowa, przejście z kalendarza juliańskiego na gregoriański. Na tej podstawie wytypowano nowy obszar badań o powierzchni 25 km kw. W tej strefie dno znajduje się na głębokości od 50 do 60 m. Prawdopodobnie wraki przykryła już gruba warstwa osadów.

Jeden z poszukiwanych wraków to „Marie la Cordeliere”, statek zbudowany w 1497 roku, gdy Bretanią rządził diuk François II. Bretania nie wchodziła wówczas jeszcze w skład królestwa Francji. Żaglowiec długości 40 i szerokości 12 m, z 200-osobową załogą, mógł dodatkowo transportować kilkuset żołnierzy. Druga jednostka to duma floty angielskiego władcy Henryka VIII HMS „Regent”.

10 sierpnia 1512 roku angielskie statki udały się w kierunku portu Brest, gdzie na redzie kotwiczyły żaglowce francuskie i bretońskie. Nie wszystkie zdążyły na czas podnieść kotwice i zająć dogodną pozycję do manewrowania oraz walki. „Marie la Cordeliere”, którą dowodził Herve de Portzmoguer, otoczyły angielskie jednostki.

Dowódca eskadry, admirał Edward Howard, skierował HMS „Regenta” z 300 ludźmi na pokładzie do abordażu. Widząc, że sprawa jest przegrana, Herve de Portzmoguer rozkazał wysadzić swój żaglowiec, a przy okazji sczepiony z nim angielski. Zginęło ponad 1500 ludzi, w tym obaj kapitanowie – Herve de Portzmoguer i Thomas Knyvett. Wydarzyło się to w rejonie przylądka Saint-Mathieu. Ale gdzie dokładnie? Francuzi próbowali to ustalić już dwa razy, w 1997 i 2001 roku.

– Jeśli poszukiwania się powiodą, natrafimy na ogromną ilość drewnianych elementów konstrukcyjnych, dział okrętowych, wszelkiego rodzaju przedmiotów i narzędzi, jakich używano na żaglowcach w XVI wieku. Szczególnie cenne byłyby informacje o sztuce szkutniczej z tamtego okresu – uważa Michel L’Hour.

I oto fortuna okazała się łaskawa, lecz nie w taki sposób, w jaki się spodziewali: wrak trzeciego statku, znaleziony, choć nieposzukiwany, to jednostka nazwana roboczo „Sud Minou 1” – od nazwy latarni morskiej stojącej u wejścia do cieśniny koło Brestu; w tym rejonie zlokalizowano ów tajemniczy trzeci wrak.

Zagadkowy garnek

– Być może znaleźliśmy coś lepszego niż „Cordeliere” i „Regent”, statek długości ponad 30 m i szerokości ponad 12 m z poszyciem kadłuba ułożonym na styk. Z tego miejsca wydobyliśmy XIV-wieczne naczynie ceramiczne, żaden europejski specjalista nie zdołał określić pochodzenia tego zabytku, co pozwala się domyślać, że pochodzi on ze skrajnie ograniczonej strefy geograficznej, z jakiejś małej, szerzej nieznanej lokalnej wytwórni. Trzeba też brać pod uwagę ewentualność, że naczynie utonęło przypadkowo, później niż żaglowiec, zgubione przez rybaków łowiących w tym miejscu, a w takim przypadku nie miałoby ono żadnego związku z wrakiem – wyjaśnia Michel L’Hour.

Badacze przyjęli robocze założenia, że wrak „Sud Minou 1” był XIV-wieczną jednostką. Ze względu na rozmiary i sposób kładzenia poszycia była to jednostka typu nawa bądź karaka. Żaglowcem przeżywającym apogeum swojej popularności w epoce odkryć geograficznych była karaka. Długość tych statków dochodziła nawet do 50 m, były masywne, powolne, ale były bardzo przydatne. W razie potrzeby służyły jako okręty wojenne. Słynny żaglowiec Kolumba z jego pierwszej wyprawy za ocean – „Santa Maria” – wcale nie był karawelą, jak się powszechnie utarło przyjmować, lecz właśnie karaką. Wspaniale przedstawia ją między innymi imponujący obraz Andriesa van Eertvelta z 1628 roku.

Pękate statki

Karaki wywodziły się w prostej linii od nawy (hiszp. „nao”). Nawy były żaglowcami o podobnej konstrukcji. Budowały je najpierw stocznie w Genui, Wenecji, Hiszpanii. Były to duże, ciężkie, pękate statki, swoje pełne kształty zawdzięczały temu, że były przeznaczone do przewozu towarów i pielgrzymów udających się do Ziemi Świętej. Jak na swoje czasy charakteryzowały się dużą nośnością – do 500 ton, ich długość osiągała 30 metrów, a szerokość 12 metrów.

Olbrzym w Gdańsku

To wrak takiej właśnie jednostki – nawę lub karakę – zlokalizowali francuscy badacze koło wybrzeży Bretanii, ponieważ nawy i karaki żeglowały również po wodach Europy Północnej, i tu również były budowane. Na przykład słynny żaglowiec „Piotr z Gdańska” był karaką zbudowaną w Bretanii, początkowo nosił nazwę „Pierre de la Rochelle”. W 1462 roku ta ogromna jednostka – 52 m długości, 12 m szerokości, zanurzenie 5 m, całkowita powierzchnia żagli 757 metrów kwadratowych – dotarła do Gdańska z ładunkiem soli. Statek był tak wielki, że nie mógł wpłynąć do portu, dlatego na redzie zaczęto go rozładowywać, aby zmniejszyć zanurzenie.

Operacji nie dokończono ze względu na burzę, jaka się rozpętała, piorun strzaskał główny maszt, wybuchł pożar. Po opanowaniu sytuacji statek wprowadzono do portu, gdzie pozostawał przez dziewięć lat. Po perypetiach własnościowo-finansowych statek ostatecznie przejął Senat Gdański, po remoncie przemianowano go na „Peter von Danczk”, czyli „Piotr z Gdańska” („Peter von Danzig”) i przeznaczono do służby kaperskiej (piractwa w majestacie gdańskiego prawa); w 1472 roku jego szyprem został Paweł Beneke, to on złupił galerę „San Matteo”, która przewoziła między innymi obraz Hansa Memlinga „Sąd Ostateczny” (oryginał w Muzeum Narodowym w Gdańsku).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA