fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Nizinkiewicz: Tusk wyborów za opozycję nie wygra

Fotorzepa, Michał Kolanko
Jeśli Koalicja Europejska przegra wybory europejskie z PiS, to pokonanie Zjednoczonej Prawicy w wyborach parlamentarnych będzie graniczyło z cudem.

Po tym, jak PiS ogłosiło pierwsze miejsca list na wybory do Parlamentu Europejskiego, w opozycji zapanowało rozluźnienie. A nawet rozbawienie i triumfalizm. Grzegorz Schetyna stwierdził: „PiS już wie, że przegra. Taśmy Kaczyńskiego i afery PiS nie da się obronić. Ministrowie słabego premiera Morawieckiego uciekają do Brukseli. Akcja »Ewakuacja PiS« rozpoczęta. Polacy wybiorą Koalicję Europejską." Czy szef PO zna z autopsji akcję „Ewakuacja" i chciał przyznać, że w 2014 r. do PE kandydowali ministrowie PO–PSL, bo wiedział, że Platforma przegra wybory parlamentarne 2015 r.?

Największym błędem jest niedocenienie przeciwnika. Opozycja bagatelizuje fakt, że rządzący na pierwszych miejscach list wystawili osoby rozpoznawalne, które mogą być magnesem dla wyborców prawicy. Przykładowo Beata Szydło w ostatnich wyborach parlamentarnych zdobyła 96 tys. 127 głosów, a Joachim Brudziński prawie 50 tysięcy. Ich rozpoznawalność w ciągu ostatnich trzech lat wzrosła, podobnie jak pozostałych kandydatów z pierwszych miejsc PiS. A już w ostatnich eurowyborach PiS zdobyło tyle samo mandatów co PO.

PiS stosuje technikę postawienia na mocne nazwiska. Rządzącym do samego końca udało się nie tylko utrzymać w tajemnicy, kto będzie kandydował do PE, ale też do mediów nie przeciekły informacje o walkach o miejsca w obozie Zjednoczonej Prawicy. To tylko dowodzi dyscypliny i pełnej mobilizacji rządzących. Jarosław Kaczyński wie, jak ważne propagandowo będzie zwycięstwo w maju, bo rzutować będzie psychologicznie na elekcję parlamentarną.

Z takimi listami wyborczymi PiS może wygrać te wybory. To nie są kandydatury, które mają spodobać się opozycji i przeciwnikom politycznym PiS, ale wyborcom i tym, którzy na listach będą szukać znanych nazwisk. Sukcesem będzie nawet remis.

Tym bardziej że opozycja nie ma zbyt wiele do zaproponowania poza krytyką władzy. Im głośniej PO krzyczy o kolejnych „aferach PiS", które nie mają swojego finału sądowego, tym słabiej wyborcy ten krzyk słyszą. Polacy mogą stać się impregnowani na coraz to nowe sensacje, tym bardziej że opozycja nie potrafi czytelnie ich objaśnić.

Akcja „Ewakuacja" może skończyć się zwycięstwem PiS do PE i dać wiatr w żagle władzy przed wyborami do Sejmu, z czego zdaje sobie dzisiaj sprawę tylko Donald Tusk. Szef Rady Europejskiej w rozmowie z TVN 24 powiedział wprost, że opozycja potrzebuje „nowej energii", a samo jej zjednoczenie może nie wystarczyć. Konkurentów PiS przestrzegał przed stagnacją, apatią i bezruchem.

Można było odnieść wrażenie, że niekoniecznie podziela kurs Grzegorza Schetyny. I nie tylko nie mówił wprost o Koalicji Europejskiej, ale również nie zająknął się słowem o PO. Dwukrotnie za to wspomniał ciepło o Ewie Kopacz, która dzięki liderowi PO może nie zostać mazowiecką „jedynką" KE do PE. Tusk musi sobie zdawać sprawę, że osobista niechęć obecnego lidera PO do byłej premier może odbić się na dobrym wyniku opozycji, tym bardziej jeśli pamięta się, że Kopacz w ostatnich wyborach parlamentarnych jako warszawska „jedynka" otrzymała 230 tys. 894 głosy, nokautując konkurencję, również wewnątrzpartyjną. Jednak Tusk za opozycję wyborów nie wygra. Nawet jeśli po 4 czerwca uda mu się zmobilizować część Polaków do uczestnictwa w wyborach, to na pewno nie wystarczy do zwycięstwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA