Analizy

Szułdrzyński: Przemysł pogardy 2.0

Pomnik Lecha Kaczyńskiego w Dębicy
Urząd Miejski w Dębicy
Może musi powstać dziesięć brzydkich pomników Lecha Kaczyńskiego, by gdzieś stanął ładny. Ale były prezydent nie zasłużył na to, jak jest dziś upamiętniany.

Najważniejsi politycy PiS, łącznie z premierem Mateuszem Morawieckim, uczestniczyli w niedzielę w Kraśniku w uroczystości odsłonięcia pomnika smoleńskiego, którego główną częścią jest sylwetka mężczyzny zastygniętego w ruchu, podczas zamaszystego kroku, na prawym ramieniu duża torba. Gdyby nie podpis, trudno byłoby zgadnąć, że to śp. Lech Kaczyński.

W sieci zawrzało, pojawiło się mnóstwo niestosownych żartów. To poruszenie przypomniało mi wydarzenia sprzed dekady. W czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego nieprzychylne mu media robiły wiele by go ośmieszyć. A to pokazano jakiś niekorzystny kadr, a to w nieskończoność powtarzano jakieś jego przejęzyczenie. A to sieć obiegły zdjęcia prezydenckiej pary wchodzącej do samolotu z plastikową reklamówką.

Nie były to działania przypadkowe, już wówczas temperatura sporu politycznego była tak wysoka, że dołączyła do niej część mediów, prowadząc z Kaczyńskim wojnę informacyjną. Piotr Zaremba nazwał to kiedyś „przemysłem pogardy”, którego celem właśnie było upokorzenie przeciwnika politycznego poprzez przedstawianie jego niekorzystnych wizerunków.

Czytaj także: Zostaliśmy ze Smoleńskiem sami 

Niestety rzut oka na odsłaniane ostatnio pomniki Lecha Kaczyńskiego każe postawić dwie smutne tezy. Po pierwsze przemysł pogardy wcale się nie skończył, przeciwnie, ma się dziś tak dobrze, że można go bez wątpienia nazwać przemysłem pogardy 2.0. Po drugie zaś, co znacznie bardziej zaskakujące, źródłem tego przemysłu są dziś... zwolennicy PiS. Bowiem najbardziej zagorzali przeciwnicy Lecha Kaczyńskiego nie ośmieszali go tak boleśnie, jak ci, którzy go teraz masowo upamiętniają stawiając w całym kraju istne artystyczne potworki.

Bo Kraśnik nie jest wyjątkiem. Pomnik byłego prezydenta w Siedlcach nie tylko artystycznie jest słaby, nie tylko jest kiczowaty (jedną ręką wskazuje trzy tomy zatytułowane kolejno Bóg, Honor, Ojczyzna, w drugiej zaś trzyma książkę z logiem PiS), ale też nie przypomina wzoru. Nie lepiej jest z popiersiem w Mińsku Mazowieckim. Podobizna Lecha Kaczyńskiego na tablicy odsłoniętej w 2016 r. na dziedzińcu warszawskiego ratusza, była podobizną tylko z nazwy.

Być może by powstał jeden piękny pomnik tragicznie zmarłego prezydenta, musi powstać dziesięć fatalnych. Bez wątpienia też dzisiejsza erupcja upamiętnień śp. Lecha Kaczyńskiego to efekt wahadła po rządach PO, która robiła wszystko, by nie nadawać ulicom czy placom imienia byłego prezydenta, podobnie jak upierała się by maksymalnie opóźnić budowę upamiętnień ofiar katastrofy smoleńskiej. Nie ma nic niestosownego w stawianiu upamiętnień Kaczyńskiego, który dla dużej części polskiej prawicy jest postacią nomen-omen pomnikową (choć jego rzeczywista myśl polityczna jest niestety coraz częściej zapoznawana). Pytanie tylko, czym tragicznie zmarły prezydent zasłużył sobie na tę krzywdę, którą pamięci o nim wyrządzają dziś jego nadgorliwi upamiętnicze.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL