Każdego dnia docierają do nas wiadomości ze świata o nowych odkryciach w medycynie. Większość dociera z Ameryki Północnej, Europy Zachodniej, Australii i Dalekiego Wschodu. A co z nami? Czy w Polsce mamy się czym pochwalić? Oczywiście, że tak.

W ciągu kilku ostatnich lat pokazaliśmy światu, że nasi lekarze i naukowcy w niczym nie ustępują swoim zachodnim i azjatyckim kolegom. Szczególnie polska transplantologia przynosi nam chwałę w świecie naukowym. Przykładem może być brawurowy przeszczep twarzy wykonany przez zespół polskich lekarzy z gliwickiego szpitala czy przeszczepy kończyn „cudotwórców” z Ośrodka Replantacji Kończyn w Trzebnicy.

Musimy jednak pamiętać, że za każdym udanym przeszczepem organu stoi historia dawcy, którego nie udało się uratować. Kolejka czekających na transplantację organów jest długa, a dawców – co zrozumiałe – niewielu. Każdy nowy organ uzyskany do transplantacji oznacza, że ktoś musiał od nas odejść. Za każdą udaną operacją przeszczepu stoi czyjś smutek.

Czytaj więcej

Nowotwory nie czekają cierpliwie

A gdyby tak nie musiało być? Jak świat by się zmienił, gdyby znaczna część organów do przeszczepów pochodziła od osób oczekujących przeszczepu.

Brzmi jak fantastyka naukowa? Niedorzeczna utopia przyszłości? Nic bardziej mylnego. To już jest i to nie w Ameryce czy w Japonii, ale u nas w Polsce.

Od kilku lat jako szef działu naukowego „Rzeczpospolitej” z uwagą śledzę prace badawcze zespołu profesora Michała Wszoły, przewodniczącego Rady Konsorcjum Bionic i Rady Naukowej Fundacji Badań i Rozwoju Nauki. O renomie, jaką cieszy się nasz naukowiec na świecie, świadczy prestiżowe zaproszenie na American Transplant Congress w Bostonie, który będzie się odbywał od 4 do 8 czerwca. Profesor Wszoła wygłosi wykład do sesji Meet-The-Expert o klinicznym wdrożeniu biodrukowanych narządów na bazie doświadczeń z bioniczną trzustką. ATC to największy i najbardziej prestiżowy kongres transplantacyjny na świecie, na który corocznie przyjeżdża około 5 tys. delegatów z całego świata, zafascynowanych wynikami prac zespołu profesora Wszoły. Dlaczego tak nie jest w Polsce?

Nie tylko bioniczna trzustka

Praca zespołu prof. Wszoły wchodzi w fazę badań klinicznych, czyli na ludziach. Co to oznacza? Wszystko wskazuje, że niedługo powstanie cud inżynierii biotechnologicznej, jakim będzie bioniczna trzustka. I nie chodzi tu o dość zawodne pompy insulinowe, nazywane w ten sam sposób. Mimo zastosowania nowoczesnego oprogramowania nie dają one gwarancji precyzyjnej i natychmiastowej kontroli glikemii u osób ze skłonnościami do gwałtownych spadków poziomu glukozy we krwi. Bioniczna trzustka „Made in Poland” to w pełni funkcjonalny organ zbudowany z własnych beta-komórek trzustkowych, produkujący w ułamku sekundy idealnie dopasowane dla potrzeb organizmu ilości własnej insuliny.

Co to oznacza dla osób chorych na cukrzycę typu pierwszego? Po prostu koniec choroby.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Ale bioniczna trzustka, o której kilkakrotnie pisaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej”, to dopiero początek listy organów, które będzie można produkować z biodrukarek. Brzmi nieprawdopodobnie? A jednak to jest właściwy kierunek rozwoju transplantologii.

Założona w 2019 r. przez Fundację Badań i Rozwoju Nauki oraz MediSpace i zespół kluczowych naukowców biorących udział w tworzeniu bionicznej trzustki spółka Polbionica już pracuje nad technologiami związanymi z rozwojem biomateriałów, które mogą zostać wyrobami medycznymi. Nie chodzi tylko o bioniczną trzustkę, ale także np. bioniczną skórę, powięź i wiele innych. Równie spektakularnym przełomem dla całej medycyny może okazać się biodrukowanie… guzów nowotworowych. Brzmi przerażająco? Nic bardziej mylnego, ponieważ ta technologia może się okazać przełomem w bardzo szybkim poszukiwaniu skutecznych leków na raka. Dotychczas wszystkie żmudne i wieloletnie testy nowych leków onkologicznych były przeprowadzane na zwierzętach, u których trzeba było wywołać konkretny rodzaj nowotworu. Jest to niezwykle skomplikowany proces, który u wielu osób wzbudza kontrowersje natury etycznej. Procesy życiowe i metaboliczne u zwierząt z wywołaną chorobą nowotworową różnią się jednak od procesów u chorych na raka ludzi. Poza tym samo wywołanie choroby u zwierząt jest długie, kosztowne i bardzo zawodne, a weryfikacja wyników działania leków czasochłonna.

Zespół naukowy profesora Michała Wszoły posiada wiedzę i doświadczenie, jak drukować w pełni ukrwione guzy nowotworowe różnego rodzaju, na których można znacznie szybciej testować działanie nowych leków onkologicznych. To rewolucyjne rozwiązanie powinno wzbudzić zainteresowanie także koncernów farmaceutycznych.

W poszukiwaniu inwestora

Przełom jest zatem w zasięgu ręki, ale… No właśnie, zawsze w takich chwilach jest jakieś „ale”. To najtrudniejsza przeszkoda, jaka istnieje w przypadku takich przełomów naukowych – finansowanie.

Należy podkreślić, że Polbionica sp. z o.o. korzysta ze wsparcia miliardera Michała Kicińskiego, który swój majątek zawdzięcza udziałom w CD Projekcie. Firma otrzymała także zapewnienie od dyrektora finansowego NCBR Investment Fund ASI SA, że fundusz zainwestuje w Polbionicę sumę równą tej, którą zainwestuje prywatny inwestor na tych samych zasadach. Atrakcyjność tej oferty zwiększa zapewnienie, że prawo głosu w radzie nadzorczej spółki związane z udziałami NIF ASI zostaną przekazane na rzecz tegoż prywatnego inwestora, co zwiększy jego nadzór nad spółką.

Na potrzeby przeprowadzenia pierwszych badań klinicznych i pierwszych czterech transplantacji bionicznej trzustki u ludzi potrzebne jest teraz 8 z 20 mln euro kapitału. To niewielka kwota w stosunku do spektakularnych możliwości rozwoju spółki Polbionica w najbliższych latach. Wiedzą o tym potencjalni inwestorzy ze Stanów Zjednoczonych i Bliskiego Wschodu, z którymi profesor Wszoła ma zaplanowane w najbliższych tygodniach spotkania. Jeżeli to oni ostatecznie zainwestują w projekt bionicznej trzustki, to przestanie być wyłącznie polski sukces. A chcielibyśmy przecież, żeby polski pomysł godny Nagrody Nobla z medycyny powstał tylko w Polsce, a zyski, które mogą być naprawdę imponujące, zasiliły przede wszystkim polskie firmy.

Drukowanie organów wyhodowanych z komórek macierzystych pacjenta oczekującego na przeszczep stanie się przełomem na miarę przewrotu kopernikańskiego w nauce lub rewolucji informatycznej na początku XXI wieku, kiedy rodziły się takie giganty, jak Microsoft, Google, Apple czy Facebook. Wszyscy wiemy, jakie zyski przyniosły tamte inwestycje. Kto w Polsce ma zatem odwagę powtórzyć ten sukces?

mat. pras.