W Polsce zapanowała moda na budowę spalarni odpadów komunalnych. Częściowo dobrze, bo coś trzeba zrobić z odpadami, które trafiają na wysypiska. Jednak inwestycje te mają przetwarzać duże ilości tego, co wyrzucamy. Tymczasem za jakiś czas może się okazać, że odpadów do spalenia jest za mało.

Musimy ograniczać

Joanna Józefiak z Ministerstwa Środowiska wyjaśnia, że spalanie śmieci powinno być uzupełnieniem w gospodarowaniu odpadami. Tłumaczy, że zgodnie z unijnymi wymaganiami najpierw trzeba zapobiegać powstawaniu odpadów, przygotować je do ponownego użycia i recyklingu.

Spalone ma być to, co nie powinno trafiać na wysypiska. Jednak nie wszystko da się spalić. Tymczasem niektóre spalarnie planuje się w taki sposób, jakby miały pochłonąć niemal wszystko z okolicy.

320 kg odpadów rocznie wytwarza przeciętnie jeden obywatel Polski

W Bydgoszczy powstaje spalarnia na 180 tys. ton odpadów rocznie. Będą tam trafiać śmieci z Bydgoszczy, Torunia i okolicznych gmin. Z kolei instalacja poznańska ma spalać 210 tys. ton odpadów rocznie, a krakowska 10 tys. ton więcej. W Olsztynie planuje się cały kompleks, m.in. z sortownią. Będzie tam trafiać 111 tys. ton śmieci rocznie. Nie wiadomo, ile z tego wyląduje w piecu.

To tylko niektóre inwestycje. Planuje się kolejne i może być ich nawet kilkadziesiąt w kraju. Czy nie przesadzamy?

Obaw o niedobór odpadów nie ma Marcin Janczylik, rzecznik ProNatury, która spali śmieci w Bydgoszczy.

– Wraz z rozwojem cywilizacji odpadów przybywa, a każdy z nas produkuje ich z roku na rok więcej – przekonuje. Dodaje, że inwestycja została odpowiednio skalkulowana, a w razie czego będzie można do niej kierować śmieci z innych regionów.

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

Co innego mówi bydgoski ekolog Marek Zientak. Szacuje, że do instalacji trafi maksymalnie 120 tys. ton odpadów. Zaznacza, że tak będzie, jeżeli do spalenia pojedzie to, co dziś jest inaczej przetwarzane.

– W 2012 r. z 78 tys. ton odpadów z Bydgoszczy na wysypisko trafiło 7 tys. ton – mówi. Dodaje, że nie da się spalić frakcji mokrej czy odpadów budowlanych.

Kłopot z dużymi spalarniami ma Anglia. Wybudowano tam duże obiekty tego typu. Samorządy zobowiązały się dostarczać do nich określoną ilość śmieci. Dziś trudno im się z tego wywiązać, bo Anglicy mniej śmiecą, chętniej segregują. Więcej odpadów trafia do recyklingu. Samorządy muszą więc dopłacać do utrzymania spalarni.

Powtórne użycie

Katarzyna Sosnowska z firmy CMS Cameron McKenna zwraca uwagę, że do 2020 r. Polska musi spełnić kolejne procentowe normy unijne i ograniczyć ilość odpadów na składowiskach.

– Bez spalarni nie da się tego osiągnąć – uważa.

Również do 2020 r. mamy odzyskiwać i kierować do recyklingu 50 proc. odpadów ze szkła, papieru, metalu i plastiku. Takie odpady nie trafią do spalenia, a stanowią nawet 40 proc. masy śmieci komunalnych. Z kolei odpady zielone pojadą np. do kompostowni.

– Dlatego te spalarnie, które już powstają, mogą wystarczyć. Więcej nie potrzeba. Tym bardziej że dzięki odpowiedniej segregacji wiele odpadów można powtórnie wykorzystać – zwraca uwagę Andrzej Bartoszkiewicz, twórca systemu segregacji EkoAB. Uważa, że gminy powinny też brać pod uwagę nowe, tańsze w budowie i eksploatacji technologie termicznego przetwarzania odpadów z zastosowaniem plazmy.

– Dziś spalarnie są już technologią przestarzałą. Dlatego niebawem wożenie do nich odpadów może się nie opłacać – zauważa.