Jak poinformował aspirant sztabowy Adam Jachimczak z zespołu prasowego śląskiej policji, do tragedii doszło w sobotę po godz. 18:00 na prywatnej posesji. Czterolatek bawił się w ogrodzie z innym dzieckiem. W pewnym momencie zbliżył się do oczka wodnego i wpadł do wody. Rodzice byli trzeźwi.
Czytaj więcej
W gminie Barczewo koło Olsztyna (woj. warmińsko-mazurskie) psy zagryzły 7-letnią dziewczynkę.
Mimo szybkiej akcji ratowniczej służb chłopca nie udało się uratować. Na miejscu pracowała grupa-dochodzeniowo śledcza pod nadzorem prokuratora.
Nurt rzeki porwał czwórkę dzieci
Dwa tygodnie temu w Białobrzegach w województwie mazowieckim czwórka dzieci została porwana przez nurt Pilicy. Wraz z ojcem usiłowały przepłynąć w dmuchanych kołach na drugą stronę rzeki, gdzie znajduje się miejskie kąpielisko. – Nie miał chyba jednak świadomości, że w tym miejscu Pilica ma około 2 metrów głębokości. Czworo dzieci weszło do wody — po dwoje w jednym kole. Piątego malucha ojciec wziął na ręce — relacjonował w RMF FM prezes Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego w Białobrzegach Tomasz Tomczyński.
Dzieci wraz z ojcem usiłowały przepłynąć w dmuchanych kołach na drugą stronę rzeki, gdzie znajduje się miejskie kąpielisko
Gdy dzieci straciły grunt pod nogami i zaczęły płynąć z nurtem rzeki, mężczyzna wpadł w panikę. Nie wiedział, kogo ma najpierw ratować. Dwaj ratownicy strzegący kąpieliska po drugiej stronie porę zauważyli, co się dzieje. Zdążyli dopłynąć do dzieci i wyciągnąć je na brzeg.
Ratownicy apelują o rozsądek
Według ratowników zachowanie ojca można uznać za bardzo lekkomyślne. – Po pierwsze, pod opieką jednej osoby nie powinno przebywać nad wodą tyle dzieci. Nie sposób jest je wszystkie upilnować, by były bezpieczne - zaznaczył Tomczyński. – Po drugie, dmuchane zabawki absolutnie nie zapewniają bezpieczeństwa w rzece. Najwięcej mamy interwencji związanych z dziećmi, które w pompowanych kółkach wchodzą do wody, a gdy tracą grunt pod nogami, zaczynają płynąć, porywa je nurt rzeki i zaczyna być niebezpiecznie. W tym przypadku skończyło się tylko na strachu, bo ratownicy w porę zareagowali - dodał.