Reklama
Rozwiń
Reklama

Znaleźliśmy właściwe słowa

Rozmowa: Siergiej Buntman, publicysta rosyjski

Publikacja: 13.04.2010 05:07

Znaleźliśmy właściwe słowa

Foto: ROL

Czy po sobotniej tragedii między Polską i Rosją coś się zmieniło?

Siergiej Buntman:

Reakcja Rosji na tę tragedię pokazuje, jak sztuczne były dotychczasowe spory, problemy. Z jednej strony mieliśmy kategoryczną odmowę uznania faktów historycznych. Z drugiej – ciągłe podsycanie historycznych sporów. Ważna rzecz wydarzyła się 7 kwietnia, kiedy w Katyniu spotkali się premierzy Donald Tusk i Władimir Putin. Były znaczące słowa i gesty. Potem doszło do tej tragedii, w której nie ma winnych, tragedii związanej z pamięcią historyczną Polaków. Jeszcze jeden straszny smutek, który nas połączył. Tak straszny i tak oczywisty, że nie ma powodu, by się nawzajem o cokolwiek winić. Rosyjscy liderzy znaleźli autentyczne, właściwe słowa. Takie, jakich brakowało wcześniej, kiedy do tragedii docho- dziło w Rosji, na przykład gdy zatonął “Kursk”. Począwszy od prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który natychmiast zareagował i zwrócił się z orędziem do Polaków. Powołując komisję do zbadania tej zbrodni, postawił na jej czele premiera Władimira Putina, który nie tylko jest bardzo ważną osobą, ale jest także zaangażowany w sprawy polsko- -rosyjskie. W takich tragicznych okolicznościach właściwe postępowanie jest niezwykle ważną rzeczą.

Pana zdaniem to nie była wyłącznie dyplomacja?

Nie wyczułem fałszywej nuty. Owszem, to sprawa międzynarodowa, istnieje pewien protokół. Ale oni umieli się zachować naturalnie. Obaj poszli do kaplicy i zapalili świeczki w Soborze Chrystusa Zbawiciela. To nie była pokazówka, tylko skromny, ludzki gest. Nie tylko Miedwiediew i Putin, ale ludzie w Rosji, myślę, że także w Polsce, zrozumieli, że w obliczu takiego wydarzenia należy odsunąć polityczne uprzedzenia i dawne zatargi na bardzo daleki plan. Dotarło do nich, że można się rozumieć, nawet mając odmienne zdania. Prezydent Lech Kaczyński miał w Rosji wielu krytyków, ale w tym momencie potrafili oni uznać, że był demokratycznie wybranym prezydentem. Gdyby nie wydarzył się Smoleńsk, jesienią w Polsce odbyłyby się wybory. Teraz sytuacja się zmieniła. Jednak najważniejsze, że państwo jako instytucja okazało się silne i mimo wstrząsu działa prawidłowo. To pokazuje instytucjonalną siłę Polski i zostało dostrzeżone także w Rosji.

Reklama
Reklama

Na razie wszyscy jeszcze jesteśmy w szoku. Czy nie będzie tak, że gdy szok minie, znowu zaczną się polityczne gry, wrócimy do punktu wyjścia?

W obecnej sytuacji dostrzegam bardzo ważny niuans. U władzy po obu stronach będą ludzie, którzy to przeżyli. Przy każdym spotkaniu, przy każdym sporze, naprzeciwko siebie będą stali ludzie połączeni wspólną tragedią. I to nie odległą, w rodzaju “wspólnie walczyliśmy z faszyzmem” czy odwrotnie – “jedni strzelali do drugich”. Ale przed tragedią, której ci ludzie doświadczyli osobiście i po prostu nie będą mogli od tego uciec ani o tym zapomnieć. Tragedią niezwiązaną z winą któregokolwiek z państw. Ofiarami tej tragedii są i Miedwiediew, i Putin, i Rosjanie. Rosyjski premier był na miejscu, widział to na własne oczy. Zawsze mówiono o nim, że jest człowiekiem chłodnym, nieokazującym emocji. Ale teraz widzimy coś zupełnie innego. I ten czynnik ludzki pozostanie w naszych relacjach. W polityce będą się mogły dziać różne rzeczy, ale o tym, co się stało, nie będą mogli zapomnieć, nawet gdyby chcieli. Z każdego ślepego zaułka można wyjść, mówiąc: przecież przeżyliśmy wspólnie coś takiego. To będzie czynnik psychologiczny, który działa nawet w polityce. Nie można go usunąć nawet przy najbardziej cynicznym podejściu do polityki.

 

-rozmawiała Justyna Prus w Moskwie

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama