Politycy i eksperci nie zostawiają suchej nitki na pomyśle SLD, by inwigilować legalnie działające organizacje polityczne skupiające sympatyków narodowej prawicy. – W demokratycznym państwie takich pomysłów realizować nie wolno – uważają.
– Pomysł SLD, by lustrować, a więc prowadzić do kontroli przy pomocy służb ugrupowań politycznych przeciwnych postkomunistycznej lewicy, jest zagrożeniem dla zasad demokracji – alarmuje prof. Antoni Kamiński, były szef Transparency International w Polsce. – Może SLD powinien walkę w obronie demokracji zacząć od siebie? W końcu część bliskiego mu środowiska „Krytyki Politycznej" hołduje komunistycznym ideałom, epatuje symbolami tego totalitaryzmu – dodaje.
Zadanie dla służb
Oprócz złożonego w ubiegłym tygodniu wniosku o delegalizację Młodzieży Wszechpolskiej i sprawdzenia przez prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta podstaw funkcjonowania Obozu Narodowo-Radykalnego politycy SLD chcą, by premier Donald Tusk i prokurator generalny nakazali służbom specjalnym wszczęcie „lustracji środowisk faszyzujących, nacjonalistycznych o utajnionych strukturach i przynależności". Politycy SLD swój wniosek uzasadniali przebiegiem wydarzeń podczas Marszu Niepodległości, gdy doszło do krótkich zamieszek wywołanych przez pseudokibiców, oraz zatrzymania Brunona K., podejrzanego o przygotowanie zamachu terrorystycznego na Sejm.
– Zgromadzony przez nas materiał jest w sposób czytelny dowodem na łamanie zasad demokratycznego państwa prawnego – mówił Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny SLD.? Mimo wielu prób, nie udało nam się z nim skontaktować. Również Dariusz Joński, rzecznik klubu SLD, nie odbierał telefonu.
Sami zainteresowani pomysłem są zdziwieni. – To wezwanie do szerokiej inwigilacji sympatyków prawicy o poglądach zdecydowanie przeciwnych lewicy czy partii obecnie rządzącej w Polsce. To niedopuszczalne – mówi Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej.
Michał Szułdrzyński: SLD chce lustrować i inwigilować
A co z radykalną lewicą
Wszystko wskazuje na to, że pomysł inwigilacji pozaparlamentarnej nie znajdzie jednak politycznego poparcia, szczególnie w PO. Poseł Paweł Olszewski, rzecznik Klubu Platformy, mówi, że nie ma powodu, by uruchamiać „lustrację środowisk mających skrajne poglądy". – Od tego, by orzec, czy ktoś łamie prawo, jest prokuratura. A jak pokazuje sprawa zatrzymania Brunona K., służby pracują w Polsce sprawnie i przeciwdziałają ewentualnemu zagrożeniu – mówi „Rz".
Zdaniem posła Antoniego Mężydły (PO) premier nie powinien reagować na apel Sojuszu. – Działalność MW czy ONR nie jest groźnym zjawiskiem dla życia politycznego w Polsce – mówi Mężydło. I wytyka, że to wokół SLD wciąż koncentrują się środowiska „hołdujące komunistycznym tradycjom". Jeszcze ostrzej sprawę ocenia poseł PiS Zbigniew Girzyński, który uważa, że apel SLD wskazuje na totalitarne zapędy postkomunistycznej lewicy: – Przecież Sojusz jest kontynuatorem totalitarnej PZPR, walczącej w ten sposób z przeciwnikami.
Krytycznie postulaty SLD ocenia także prawnik dr Arkadiusz Radwan, prezes Instytutu Allerhanda. – W przypadkach delegalizacji czy działań wymierzonych w pewne środowisko polityczne wahadło wraca często ze zdwojoną siłą, niekiedy u tych „zakazanych" rodząc niedobre pomysły. Lepiej jest więc dopuścić je do debaty publicznej, bo ta zazwyczaj w pewien sposób łagodzi i cywilizuje radykalne emocje, a przynajmniej tworzy jakieś reguły – przekonuje.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora