Reklama

Siemoniak i Schetyna: Tak różni, choć podobni

Nowy szef PO nada kształt całej opozycji.

Aktualizacja: 23.12.2015 16:17 Publikacja: 22.12.2015 20:00

Tomasz Siemoniak i Grzegorz Schetyna

Tomasz Siemoniak i Grzegorz Schetyna

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Wybory wewnętrzne w PO wkraczają w kulminacyjną fazę. Nowego przewodniczącego byłej partii rządzącej poznamy już za trzy tygodnie. A od tego, kto tę walkę rozstrzygnie na swoją korzyść, będzie zależał kształt całej antyrządowej opozycji.

W tej chwili w partii panuje chaos. Choć posłowie starają się uspokajać sytuację i bagatelizować zagrożenie w postaci Nowoczesnej Ryszarda Petru, ostatnie sondaże wywarły na nich wrażenie. „Po ostatnich sondażach chyba nikt z nas nie ma już złudzeń: Platforma Obywatelska potrzebuje nowego sposobu działania. Musimy się zmienić, żeby znów zacząć wygrywać". Tymi słowami rozpoczął ostatni ze swoich listów do partyjnych działaczy Tomasz Siemoniak.

Hasło zmiany jest tym, które w walce o prymat w PO pada najczęściej. Wymienia je zarówno Siemoniak, jak i jego największy rywal Grzegorz Schetyna. Ten ostatni chce, by partia powróciła do swoich korzeni zarówno pod względem programowym, jak i organizacyjnym.

Obaj kandydaci chcą większych kompetencji dla lokalnych struktur partii i zwiększenia wewnętrznej demokracji.

„Proponuję wprowadzenie gwarancji statutowych nienaruszalności list wyborczych do samorządu przyjętych na poziomie lokalnym" – zapowiada Schetyna. „Listy wyborcze w wyborach do rad gmin i powiatów powstawały na szczeblu powiatów, bez ingerencji regionów" – wtóruje mu Siemoniak. Obaj chcą wzmacniać samorządy. Te przykłady dobrze pokazują, że oficjalnie prezentowane członkom partii programy Siemoniaka i Schetyny niewiele się różnią. W praktyce jednak różnic jest wiele.

Reklama
Reklama

Jedną z nich jest stosunek do pozostałych ugrupowań opozycyjnych. Siemoniak postuluje utworzenie wspólnego frontu m.in. z PSL i przede wszystkim z Nowoczesną. – Marzyłbym o czymś w rodzaju wielkiego bloku z Petru i PSL. Wiele nas łączy – mówił w listopadzie były szef MON.

W otoczeniu Schetyny popularniejsza jest jednak inna koncepcja. – Gdy zamkniemy sprawę wyborów, trzeba się będzie wziąć za Petru – mówi nam jeden z posłów sympatyzujących ze Schetyną. – Na razie jego wyniki to tylko sondażowa bańka, ale niektórzy działacze mogą się jej poddać i zacznie się efekt kuli śniegowej – dodaje inny.

W partii panuje też przekonanie, że do wyboru nie ma tak naprawdę dwóch opcji zmiany, lecz zmianę i kontynuację.

Tę pierwszą uosabia Schetyna, przez lata sekowany przez Donalda Tuska i wyrzucony na partyjny margines. Dzięki tej banicji i swojej roli z początków Platformy jest w swoich obietnicach bardziej wiarygodny niż Siemoniak.

Ten swoją pozycję zaczął budować właśnie po odsunięciu byłego marszałka Sejmu. Został wtedy ministrem obrony narodowej i zajął miejsce Schetyny w zarządzie PO. To na nim jako wicepremierze, oprócz Ewy Kopacz, opierał się też ostatni rząd. – Wtedy Siemoniak jawił się jako nowa jakość. Dziś wszedł w buty Kopacz i przejął jej ekipę. Czyli tych, którzy odpowiadają za ostatnie klęski – ocenia jeden z baronów PO.

Część polityków uważa, że praktycznie wybory już się rozstrzygnęły – wygra Schetyna. Co zaskakujące, taką opinię wyraża także część zwolenników Siemoniaka. – Tomek nieźle zaczął, ale później stracił rezon i był za mało aktywny – przyznaje jeden z jego stronników. – Te wybory można było wygrać na początku, teraz jest już za późno.

Reklama
Reklama

Schetyna jest faworytem również z innego względu. – To on dziś nadaje ton i wychodzi z inicjatywami. Większość działań Siemoniaka to powtórzenie czynów Grzegorza – twierdzi osoba ze ścisłego kierownictwa partii. Przykład? Niedawna debata w Sejmie. Schetyna w pierwszym pytaniu żąda od Jarosława Kaczyńskiego przeprosin za słowa o gestapo i AK-owcach. Po kolejnych pytaniach na mównicę wychodzi Siemoniak i popierając Schetynę, żąda tego samego.

– To była katastrofa. Najgorsze, co w tej kampanii mógł zrobić – komentuje jeden z jego stronników.

Pewne jest jedno. Platforma po wyborach nie będzie już dłużej zarządzana jednoosobowo. To w obecnej sytuacji podziału wpływów i zaniku tradycyjnych frakcji niemożliwe. – Ktokolwiek wygra, będzie musiał się liczyć ze zdaniem regionalnych baronów, a ci z opinią działaczy niższego szczebla. Ta zmiana już się rozpoczęła – przekonuje nas jeden z liderów PO.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama