Uczestniczyli w niej tłumy krakowian. Ci, którzy nie zmieścili się w kościele, stali pod parasolami na zewnątrz. Wielu modliło się i płakało. Przyszli tam, choćby na dziedziniec zamku, żeby w tej dramatycznej chwili być razem. Wiedzieli, że osób, których nazwiska wyczytał z ambony duchowny, już nie zobaczą. - Co teraz? - pytają niektórzy.
Wstrząśnięci byli nawet celebrujący mszę metropolita krakowski kardynał Stanisław Dziwisz i uczestniczący w niej marszałek województwa małopolskiego Marek Nawara oraz wojewoda Stanisław Kracik.
- Próbujemy zrozumieć to tragiczne wydarzenie i pojąć ten dramat. Ciśnie się na usta pytanie: dlaczego? - mówił do wiernych kardynał Dziwisz. - Nie znajdujemy słów, które mogłyby nam wytłumaczyć to, co się zdarzyło.
- To nowa bolesna karta miejsca kaźni naszych rodaków - powiedział metropolita o katastrofie. - Wierzymy, że ofiara ich życia została objęta śmiercią Chrystusa i jego zmartwychwstaniem. - Przeżywamy teraz podobny ból, jak pięć lat temu, gdy zmarł Jan Paweł II - przypomniał. - Ufamy, że z tej ofiary Bóg wyprowadzi dobro dla naszej ojczyzny i że ta ofiara przyniesie pokój i pojednanie wszystkich Polaków - stwierdził.