Tydzień temu dotarła do każdego z nas, do naszej ojczyzny tragiczna wiadomość o katastrofie i jej ofiarach. Wiadomość, która nie dotarła do naszych umysłów i serc chyba jeszcze do dziś, bo rozmiary tej tragedii, największej w dziejach powojennej Polski, przekraczają nasze możliwości rozumienia tego, co się stało. Nikt z nas nie pamięta, aby kiedykolwiek tak wielu tak wybitnych zginęło w jednej okrutnej chwili, ale wszyscy pamiętamy ten moment, kiedy te straszne słowa do nas zaczęły docierać. Kiedy odczytywano tę listę nie do zaakceptowania, nie do zrozumienia, nie do przyjęcia, a jednak prawdziwą listę ofiar, i te pierwsze imiona i nazwiska prezydenta Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii.
Takie rzeczy się nie zdarzają, takie rzeczy są niemożliwe. Tak jak niemożliwe było zrozumienie kolejnych nazwisk i kolejnych nazwisk. I słyszeliśmy tylko swój i innych szloch przy każdym z tych nazwisk. Ta lista to jak cała Polska i jak cała nasza historia.
Dziś tu wiszą obok siebie zdjęcia, np. zdjęcie prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i zdjęcie Natalii Januszko – tego najstarszego bohatera tragedii i tej najmłodszej. On miał lat 91, ona lat 23.
Prezydent Ryszard Kaczorowski to Syberia, to Monte Cassino, to dramatyczna emigracja i to sen o niepodległej Polsce i on doczekał tej swojej wymarzonej niepodległej Polski.
A Natalia to takie szczęście młodej dziewczyny, szczęście, że żyje w wolnym kraju i że może mieć marzenia i nadzieję na szczęście w swoim osobistym życiu. Oni wszyscy, począwszy od Pana Prezydenta i jego małżonki, oni wszyscy mieli ciągle jakieś nadzieje i marzenia dotyczące ich życia i dotyczące ojczyzny.