Doradca Bronisława Komorowskiego ostro krytykuje MSZ za postępowanie w sprawie pamiątkowych tablic w Smoleńsku. Twierdzi, że dyplomaci nie uprzedzili pałacu przed wizytą prezydenta w Smoleńsku 11 kwietnia o grożącym skandalu.
Nałęcz: prezydent był zaskoczony
Pierwszy raz między Pałacem Prezydenckim a MSZ dochodzi do otwartego konfliktu. Otoczenie Komorowskiego ma pretensje do resortu Radosława Sikorskiego. O co? MSZ nie ostrzegł, że Rosjanie mogą zdjąć tablicę tuż przed wizytą prezydenta, choć dyplomaci wiedzieli o takim niebezpieczeństwie od blisko pięciu miesięcy. Rosjanie wiele razy wracali do tej sprawy w rozmowach z przedstawicielami MSZ, ostatni raz 8 kwietnia.
Tomasz Nałęcz, jeden z najbliższych doradców Komorowskiego, w autoryzowanej wypowiedzi dla „Rz" stwierdził: – Brałem udział w przygotowaniu wizyty pana prezydenta w Katyniu i Smoleńsku. Były to spotkania w bardzo wąskim gronie współpracowników. Mogę powiedzieć, że informacja o tym, że grozi nam jakiś skandal związany z tablicami upamiętniającymi ofiary katastrofy, była dla nas zaskoczeniem, spadła na nas jak grom z jasnego nieba, bardzo późno, już po fakcie zamiany tablic. Być może w stercie materiałów, które dostarczył nam MSZ, gdzieś petitem było wspomniane, że istnieje kłopot z tablicami, ale przecież nie tak informuje się prezydenta o istotnej sprawie. Rozmawiałem z prezydentem, obserwowałem go przed i w
trakcie wizyty, którą traktował jako wyjątkowo ważną, i mogę powiedzieć, że był równie zaskoczony całą historią. Myślę, że dowiedział się o tym, że jest kłopot, wyjątkowo późno.
– Informacja o wątpliwościach Rosjan była zawarta w materiałach, które przesłaliśmy do Kancelarii Prezydenta – twierdzi Henryk Litwin, wiceszef MSZ. – Trudno mi przesądzać, o czym wiedzieli przedstawiciele prezydenta. To nie jest pytanie do mnie.
Sikorski – dyplomacja na Twitterze
Tablica ku czci ofiar katastrofy Tu-154 została zamontowana w Smoleńsku 13 listopada 2010 r. Była to prywatna inicjatywa wdów po prezesie Instytutu Pamięci Narodowej i wiceministrze kultury. Na tablicy znalazło się określenie „ludobójstwo" w kontekście mordu w Katyniu. Rosjanie zaprotestowali w polskim MSZ.
Zuzanna Kurtyka i Magdalena Merta mówią „Rzeczpospolitej", że nikt z dyplomatów nie próbował rozmawiać z nimi o narastającym problemie. Zapewniają, że były skłonne do kompromisu.
Na trzy dni przed wizytą prezydenta Komorowskiego Rosjanie zdemontowali tablicę i powiesili swoją, dwujęzyczną. Nie ma na niej mowy o ludobójstwie ani o Katyniu. Podmiana wywołała skandal. Na szybko zmieniano program wizyty prezydentów Polski i Rosji, którzy zamiast przed tablicą składali wieńce przy brzozie. Bronisław Komorowski już po uroczystościach mówił, że zamieszanie „groziło wysadzeniem w powietrze całej wizyty".
Opozycja domagała się wyjaśnień od ministra Sikorskiego. Szef dyplomacji posłał do parlamentu swego zastępcę Henryka Litwina.
Sam zaś aktywnie komentował wydarzenia w mikroblogu w portalu Twitter: „Konsekwentne prowokacje PiS: postawić niemożliwe żądania, potem krzyczeć „Zdrada!". No pasaran. Nie pozwolimy podpalić Polski"; „Koncepcja polityki zagranicznej PiS: narzucić Rosji kwafilikację zbrodni katyńskiej za pomocą wiertarki. Nie wróżę sukcesu".
O całej sprawie więcej w dodatku „Rzecz na Święta", który ukaże się w najbliższą sobotę
Spór o ludobójstwo
Bronisław Komorowski walczył o pełną prawdę o zbrodni katyńskiej już w czasach komunizmu i nadal będzie się o to upominał – tak Tomasz Nałęcz, doradca prezydenta, odpowiedział na list 30 polityków i publicystów, którzy chcieli, by Komorowski potwierdził stanowisko w sprawie uznania mordu w Katyniu za ludobójstwo. Ich zaniepokojenie wywołał inny prezydencki doradca Roman Kuźniar, który stwierdził, że w świetle prawa międzynarodowego zbrodnia katyńska nie może być uznana za ludobójstwo. Nałęcz przypomina, że gdy Komorowski był marszałkiem Sejmu, izba przyjęła uchwałę, iż mord katyński był „zbrodnią o znamionach ludobójstwa". —pap