W niedzielę zmarł prof. Karol Modzelewski, legenda opozycji w PRL, społecznik, autorytet dla dużej części sceny politycznej. Jak wspomina pan ostatnią rozmowę z nim?

Pamiętam dwa takie spotkania. To ostatnie było bardzo krótkie, pytałem Karola, jak się czuje. Udzielił odpowiedzi, którą lubię cytować: stosownie do wieku. Sam często tak odpowiadam. Karol był w tarapatach zdrowotnych, ale w świetnej formie intelektualnej. Podczas wcześniejszego spotkania rozmawialiśmy o sytuacji politycznej w Polsce. Odniosłem wrażenie, że oceniał to, co się dzieje, ostrzej niż ja, ale w sposób zbieżny.

Co oceniał najostrzej?

Nie ma tu zaskoczenia – dostrzegał narastanie autorytarnych środków w polityce władzy. Poza tym miał bardzo krytyczny stosunek do wszystkich zabiegów związanych z reformą edukacji. Zarówno tych wcześniejszych, wdrażanych jeszcze przez minister Kudrycką, jak i planów ministra Jarosława Gowina.

A czy wcześniej mówił o tym, jak wpłynęły na niego lata spędzone w więzieniu w PRL?

Myślę, że czas pobytu w więzieniach wyostrzył u Karola krytyczne spojrzenie na wszelkie kroki władzy, niezależnie od jej pochodzenia. Stał się bardzo podejrzliwy w stosunku do każdej władzy, której działania były wątpliwe w kategoriach demokracji i praworządności. Ta postawa nie była spowodowana żadnym interesem ani osobistymi sprawami. Była przejawem jego pryncypializmu. A doświadczenie z wię- zienia podsuwało mu jeszcze ostrzejszy pryncypializm.

Czy sądzi pan, że większe znaczenie ma działalność prof. Modzelewskiego w PRL czy w czasie kształtowania III RP?

Będzie on pamiętany z obydwu okresów. List otwarty do partii (napisany z Jackiem Kuroniem, krytyczny wobec odchodzenia PZPR od socjalizmu – red.) stał się kanonem dla bardzo lewicowych, nieraz nawet trochę lewackich, środowisk na Zachodzie. Moje pierwsze zetknięcie z Karolem wiązało się właśnie z tym listem. Zaczynałem wtedy studiować ekonomię na Uniwersytecie Warszawskim i miałem krytyczny stosunek do pomysłów zawartych w liście. Ale nie miałem wątpliwości, że burzył on zastój środowisk społecznych niechętnych systemowi. Karol był wówczas członkiem PZPR, ale był poza systemem.

A w III RP?

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

W okresie tworzenia III RP byliśmy już blisko organizacyjnie. Karol był honorowym przewodniczącym Unii Pracy, wcześniej tworzyliśmy Solidarność Pracy, lewicowe stowarzyszenie ze skromną reprezentacją w parlamencie I kadencji. Od samego początku łączył nas dystans do przemian ekonomicznych. Karol jeszcze ostrzej niż ja oceniał liberalne reformy gospodarcze. Mieliśmy dylemat moralny i wątpliwości co do tego, co przyjaciele robili w tej sferze.

Te oceny pozostały tak samo ostre? Wielu ekonomistów powie, że terapia szokowa była Polsce potrzebna do rozwoju.

Jeżeli potraktujemy te zmiany en bloque i zapytamy, czy przyniosły dobry rezultat, to odpowiedź jest twierdząca. Czy nastąpiła korekta poglądu? Nie chcę mówić za Karola, wyraził to w swojej nagrodzonej Nike książce „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca". Jeśli chodzi o jego stosunek do transformacji ustrojowej, to chyba troszeczkę ewoluował. Ale ta ewolucja nie była dramatyczna. W moim przypadku też nie, bo nigdy nie odrzucałem całkowicie kroków, które podejmował Leszek Balcerowicz. Krytykowałem tylko niektóre elementy tego podejścia. I myślę, że podobnie było w przypadku Karola. On chyba też złagodził swoje opinie po upływie czasu.