Najgorzej było w Wielkopolsce, zwłaszcza w Ostrowie, Jarocinie czy Lesznie. Z ogromnymi problemami jechało się też w okolicach Stalowej Woli, Kielc, na Śląsku czy w stolicy. – To stary tabor się mści – uważają eksperci.
Sytuacja na torach jest zła już od poniedziałku. Wczorajszej nocy koleje uruchomiły sztab kryzysowy. – Najgorzej było w okolicach Ostrowa Wlkp. Temperatura w okolicach zera, padający deszcz i silny wiatr sprawiały, że frakcja co chwilę była oblodzona – przyznaje Maciej Dutkiewicz z Polskich Linii Kolejowych.
Kolejarze na pociągach sieciowych starają się usuwać lód. – Tam, gdzie jest to możliwe, odbywa się to mechaniczne, ale są miejsca, gdzie trzeba robić to ręcznie – tłumaczy Dutkiewicz.
Jak mówi Norbert Wełuczko z wielkopolskiego oddziału Przewozów Regionalnych, rano odwołano kilkanaście pociągów, wśród nich z Ostrowa do Poznania, z Kluczborka do Poznania czy z Jarocina do Krotoszyna. – Nie pojechała też część składów w kierunku Łodzi – wylicza Wełuczko. Wiele pociągów było opóźnionych po 2–3 godziny.
Oblodzenie sieci trakcyjnej pojawiało się także na terenie województwa podkarpackiego, łódzkiego czy śląskiego. Trudna sytuacja była w okolicach Stalowej Woli i Rozwadowa oraz Sieradza i Zduńskiej Woli. – W wielu miejscach uruchomiono komunikację zastępczą – mówi Dutkiewicz. Dodaje, że zdarzały się sytuacje, gdy przewoźnicy nie chcieli wysyłać autobusów, bo drogi też były oblodzone.