Błaszczak podczas konferencji prasowej odczytał raport, według którego strona polska otrzymała od ukraińskiej informację o możliwym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej.
Czytaj więcej
- Jest w tej sprawie więcej informacji, których nie możemy podawać wiadomości publicznej. Są pewnego rodzaju kwestie badane, które są objęte klauzu...
Według szefa MON procedury współpracy sojuszniczej zostały uruchomione prawidłowo do poziomu dowódcy operacyjnego, który nie podjął wystarczających działań poszukiwawczych i nie poinformował szefa MON o obiekcie.
- Największe uchybienia dotyczą kwestii raportowania - wskazał Błaszczak, dodając, że w raportach z 16 grudnia nie ma informacji, że tego dnia nastąpiło naruszenie przestrzeni powietrznej.
Jednocześnie minister zdementował informację podawaną przez media, że odmówił rozszerzenia poszukiwań i włączenia w nie żołnierzy WOT, ponieważ "taka prośba nie została skierowana".
Błaszczak zapowiedział, że raport dotyczący obiektu znalezionego pod Zamościem i podjętych w tej sprawie działań, zostanie przekazany premierowi i prezydentowi. Konsekwencje personalne minister wyciągnie po konsultacjach z prezydentem.
Dowódcą operacyjnym rodzajów sił zbrojnych jest od 2018 roku gen. Tomasz Piotrowski.
Wcześniej szef Sztabu Generalnego WP, gen. Rajmund Andrzejczak, twierdził, że o incydencie poinformował swoich przełożonych. Na pytanie, kiedy to zrobił, odpowiedział: wtedy, kiedy miało to miejsce i odmówił dalszego komentarza do czasu, aż prokuratura skończy dochodzenie.
Pod koniec kwietnia w lesie niedaleko miejscowości Zamość pod Bydgoszczą znaleziono niezidentyfikowany obiekt, który, na co wskazują wstępne, nieoficjalne ustalenia, może być rosyjską rakietą Ch-55, pociskiem manewrującym, zdolnym do przenoszenia głowic jądrowych.
Obiekt wlatujący w polską przestrzeń powietrzną od strony Białorusi zauważyli żołnierze Centrum Operacji Powietrznych Dowództwa Komponentu Powietrznego 16 grudnia.
Piloci poderwanych myśliwców stracili obiekt z pola widzenia, akcję poszukiwawczą przejęły śmigłowce - również bezskutecznie.
Jak pisze Onet, szefostwo MON, wbrew rekomendacjom wojska, nie zdecydowało się na rozszerzenie zakresu poszukiwań i włączenie do nich żołnierzy WOT, policji, straży pożarnej i służb leśnych. Zdecydowano, że obiektu ma szukać wojsko, po cichu dyskretnie, aby nie niepokoić okolicznych mieszkańców i by nie dotarło to do mediów.
Szczątki obiektu pod koniec kwietnia znalazła w lesie osoba jeżdżąca tam konno.