Rosyjska rakieta pod Bydgoszczą. Błaszczak wskazał winnego zaniechania obowiązków

Dowódca operacyjny zaniechał swoich instrukcyjnych obowiązków, nie informując mnie o obiekcie, który pojawił się w polskiej przestrzeni powietrznej - odczytał podczas konferencji prasowej minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

Publikacja: 11.05.2023 15:04

Rosyjska rakieta pod Bydgoszczą. Błaszczak wskazał winnego zaniechania obowiązków

Foto: PAP/Abaca

Błaszczak podczas konferencji prasowej odczytał raport, według którego strona polska otrzymała od ukraińskiej informację o możliwym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej.

Czytaj więcej

Wiceszef MSZ o pocisku, który spadł na Polskę: Nie jest tak, że nikt nic nie wie

Według szefa MON procedury współpracy sojuszniczej zostały uruchomione prawidłowo do poziomu dowódcy operacyjnego, który nie podjął wystarczających działań poszukiwawczych i nie poinformował szefa MON o obiekcie.

- Największe uchybienia dotyczą kwestii raportowania - wskazał Błaszczak, dodając, że w raportach z 16 grudnia nie ma informacji, że tego dnia nastąpiło naruszenie przestrzeni powietrznej.

Jednocześnie minister zdementował informację podawaną przez media, że odmówił rozszerzenia poszukiwań i włączenia w nie żołnierzy WOT, ponieważ "taka prośba nie została skierowana".

Błaszczak zapowiedział, że raport dotyczący obiektu znalezionego pod Zamościem i podjętych w tej sprawie działań, zostanie przekazany premierowi i prezydentowi. Konsekwencje personalne minister wyciągnie po konsultacjach z prezydentem.

Dowódcą operacyjnym rodzajów sił zbrojnych jest od 2018 roku gen. Tomasz Piotrowski.

Wcześniej szef Sztabu Generalnego WP, gen. Rajmund Andrzejczak, twierdził, że o incydencie poinformował swoich przełożonych. Na pytanie, kiedy to zrobił, odpowiedział: wtedy, kiedy miało to miejsce i odmówił dalszego komentarza do czasu, aż prokuratura skończy dochodzenie.

Pod koniec kwietnia w lesie niedaleko miejscowości Zamość pod Bydgoszczą znaleziono niezidentyfikowany obiekt, który, na co wskazują wstępne, nieoficjalne ustalenia, może być rosyjską rakietą Ch-55, pociskiem manewrującym, zdolnym do przenoszenia głowic jądrowych.

Obiekt wlatujący w polską przestrzeń powietrzną od strony Białorusi zauważyli żołnierze Centrum Operacji Powietrznych Dowództwa Komponentu Powietrznego 16 grudnia.

Piloci poderwanych myśliwców stracili obiekt z pola widzenia, akcję poszukiwawczą przejęły śmigłowce - również bezskutecznie.

Jak pisze Onet, szefostwo MON, wbrew rekomendacjom wojska, nie zdecydowało się na rozszerzenie zakresu poszukiwań i włączenie do nich żołnierzy WOT, policji, straży pożarnej i służb leśnych. Zdecydowano, że obiektu ma szukać wojsko, po cichu dyskretnie, aby nie niepokoić okolicznych mieszkańców i by nie dotarło to do mediów.

Szczątki obiektu pod koniec kwietnia znalazła w lesie osoba jeżdżąca tam konno.

Błaszczak podczas konferencji prasowej odczytał raport, według którego strona polska otrzymała od ukraińskiej informację o możliwym naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej.

Według szefa MON procedury współpracy sojuszniczej zostały uruchomione prawidłowo do poziomu dowódcy operacyjnego, który nie podjął wystarczających działań poszukiwawczych i nie poinformował szefa MON o obiekcie.

Pozostało 88% artykułu
Wojsko
Powolna przeprowadzka Muzeum Wojska Polskiego
Wojsko
NATO częściej podrywa myśliwce z powodu Rosji
Wojsko
Polski generał nie został szefem Komitetu Wojskowego UE. Fatalna ocena polskich dyplomatów
Wojsko
Wojska Obrony Terytorialnej znalazły karabin snajperski, który zgubiły
Wojsko
Polski generał walczy o stanowisko w Unii Europejskiej