Zawarte w nim zalecenia mają ochronić klientów linii lotniczych. O potrzebie stanowienia jakiegoś funduszu, takiego na przykład jak w wypadku biur podróży, organizacje konsumentów mówią od dawna.

Zobacz: "Pasażerowie potrzebują ochrony przed bankructwami linii lotniczych".

Czarę goryczy przelało bankructwo w 2017 r. linii Monarch, kiedy rząd i urząd lotnictwa cywilnego CAA musiały pomóc w powrocie podróżnych do kraju.

Czytaj: "Linie lotnicze Monarch Airlines ogłosiły upadłość".

Mimo że proponowany podatek miałby wynieść mniej niż 50 pensów od pasażera, linie lotnicze bronią się przed tym rozwiązaniem. Organizacja Airlines UK reprezentująca brytyjskich przewoźników stwierdziła, że każdy podatek zwiększy koszt podróży. - 50 pensów może wydawać się nie tak dużą sumą, ale linie lotnicze osiągają minimalne marże - stwierdził prezes tej organizacji Tim Alderslade i dodał, że dobrowolne stawki ratunkowe funkcjonują dobrze. - Możliwość rezerwacji w linii lotniczej, która zbankrutuje jest niezwykle mała - cytuje go Reuter.

- Wprawdzie do utraty płynności przez linie lotnicze dochodzi rzadko, ale zdarzają się, a wtedy rząd musi wkraczać, by sprowadzić podróżnych do domu, co dużo kosztuje wszystkich podatników - oświadczył Peter Bucks, który przewodniczył ekipie autorów zaleceń.

Brytyjczycy udający się na urlop, którzy wykupili pakiety z ochroną Air Travel Organiser's Licence (ATOL) mogą wrócić do domu, nie tracąc pieniędzy.

Urząd lotnictwa CAA nie pomagał już na przykład w sprowadzeniu do kraju klientów linii Flybmi, gdy zbankrutowała w tym roku. Podróżujący samolotami w r kłopotów przewoźnika muszą odwoływać się do pomocy swych banków, emitentów kart płatniczych albo ubezpieczycieli, w odzyskiwaniu pieniędzy.