Niewypłacalność norweskiego przewoźnika stała się faktem, a przed taką możliwością ostrzegał prezes Jacob Schram po odrzuceniu przez norweski rząd możliwość wsparcia linii kolejną pomocą publiczną.

Jak zapewnia Norwegian w komunikacie irlandzkie prawo upadłościowe zostało wybrane dlatego, że najlepiej zabezpiecza interesy akcjonariuszy. Celem reorganizacji jest redukcja zadłużenia, zmniejszenie wielkości floty i skorzystanie z szansy na pozyskanie nowego kapitału. Cały proces ma potrwać przynajmniej 5 miesięcy. W tym czasie linia nie przestanie wykonywać połączeń, tyle że ich liczba będzie znacznie ograniczona z powodu panującej pandemii COVID-19. Nie wycofa się również z notowań na giełdzie w Oslo i nie zamierza rezygnować z programu lojalnościowego Reward, w którym nadal można gromadzić mile CashPoints.

Przewoźnik zapewnia również, że postara się uchronić tak wiele miejsc pracy jak to jest tylko możliwe, przeorganizuje natomiast swoją bazę kosztową. Zdaniem Jacoba Schrama tylko w ten sposób, właśnie prowadząc reorganizację według prawa irlandzkiego, można zapewnić Norwegianowi przyszłość, bezpieczne miejsca pracy jego załodze, podróże pasażerom i korzyści inwestorom. —Teraz naszym najważniejszym zadaniem jest wypracowanie niezbędnych rozwiązań z naszymi akcjonariuszami, co pozwoli linii wyjść z kryzysu w lepszej kondycji— mówił Jacob Schram.

Prawo irlandzkie jest często stosowane przez europejskie spółki, które rejestrują tam swoją działalność także ze względu na niskie podatki. CIT wynosi tam 12,5 proc. A ochrona przed wierzycielami rzeczywiście pozwala na restrukturyzację, która nie niszczy zatrudnienia i pozwala kontynuować działalność. Ostatecznie, przy wsparciu wyznaczonego przez sąd syndyka, firmy są w stanie zabezpieczyć sobie nowe środki finansowe i wynegocjować nowe warunki spłaty zadłużenia. — Nasze intencje są jasne. Z tego procesu wyjdziemy silniejsi i bezpieczniejsi, z nową strukturą finansową, flotą dopasowaną do bieżących operacji i lepszą ofertą rynkową — zapewnia Jacob Schram. Jego zdaniem firma ma wystarczającą ilość gotówki, aby przejść przez ten proces.

Norweskiego przewoźnika trafiły wszystkie plagi, nękające dzisiaj linie lotnicze na świecie. Ma kłopoty z silnikami Rolls Royce w Dreamlinerach, B737 MAX w Europie nadal są uziemione, chociaż amerykańska Federalna Agencja Lotnictwa 18 listopada wydała przyzwolenie na ich powrót do operacji i ponowną certyfikację. Zamknięty jest praktycznie rynek przewozów atlantyckich, a więc tych najbardziej dochodowych i oczywiście dokuczliwe są kwarantanny i lockdowny w Europie. Linia zwolniła już 1,6 tys. pracowników i operuje w tej chwili 4 samolotami.

Norwegian skorzystał już wcześniej z wartej 290 mln euro pomocy publicznej w Norwegii, ale jego wniosek o kolejne wsparcie 10 dni temu zostało odrzucone przez rząd w Oslo. Jacob Schram powiedział wtedy, że jest to bardzo smutny dzień dla wszystkich w Norwegii. Ostrzegł jednocześnie: — To stawia nas w wyjątkowo trudnej sytuacji.