Z tego artykułu dowiesz się:

  • W jaki sposób polskie lotnictwo minimalizuje skutki regularnych incydentów dronowych na wschodniej granicy.
  • Z czego wynika paradoks dynamicznego rozwoju lotniska w Lublinie pomimo zagrożeń w przestrzeni powietrznej.
  • Jakie nowe, unikatowe w skali NATO procedury wojskowe mają zwiększyć bezpieczeństwo polskiego nieba.
  • Jak globalne instytucje oceniają bezpieczeństwo podróży lotniczych w obliczu rosnących napięć geopolitycznych.

Z podobnymi problemami borykają się porty lotnicze w krajach bałtyckich, w Wilnie, Rydze i Tallinie – najczęściej jednocześnie, co uniemożliwia przekierowanie lotów na najbliższe lotnisko.

Tylko lotnisko w Lublinie zostało we wrześniu zamknięte sześciokrotnie. LOT lata do Rzeszowa cztery razy dziennie, do Lublina – raz. – Dla nas zamykanie lotnisk na wschodzie kraju to mimo wszystko, niewielka dolegliwość. Rozkład z Lublina i Rzeszowa mamy ułożony tak, aby incydenty w powietrzu nie zagrażały operacjom. Ponieważ większość ataków dronowych ma miejsce nad ranem bądź bardzo wcześnie rano, rozkład ułożyliśmy tak, aby nasze samoloty przylatywały tam nieco później – tłumaczy Krzysztof Moczulski, rzecznik LOT-u. Przyznaje, że zdarzają się opóźnienia porannego rejsu z Rzeszowa, który planowo powinien odlecieć z Jasionki o godz. 8.15.

Czytaj więcej

Drogie paliwo uderza w linie lotnicze. Pasażerowie zapłacą za to w 2027 roku

Lotniska zamykane z powodu incydentów, a liczba pasażerów rośnie

Więcej kłopotów ma z dronowymi incydentami irlandzki niskokosztowy Ryanair. – Dobrze się składa, że ani w Rzeszowie, ani w Lublinie nie mamy swoich baz, w dodatku na to lotnisko nie latamy codziennie. Mamy natomiast wyznaczone dwa lotniska zapasowe, na które kierujemy nasze samoloty, to Kraków i Modlin, które są w stanie przyjąć nasze samoloty o każdej porze. Jeśli tylko Lublin jest czasowo zamknięty, a Rzeszów funkcjonuje normalnie, nasi piloci lecą na Jasionkę – mówi Michał Kaczmarzyk, szef polskiego segmentu w Grupie Ryanaira, prezes linii Buzz.

Tymczasem lotnisko w Lublinie w tym roku przeżywa prawdziwy boom rozwojowy. Przez osiem miesięcy 2026 r, odprawiło się tam ponad 360 tys. pasażerów, o 14,7 proc. więcej niż w tym samym okresie 2025 r. Kierownictwo portu celuje w tym roku w psychologiczny pułap 500 tys. podróżnych.

Rosyjski odrzutowy dron uderzeniowy Geran-5

Rosyjski odrzutowy dron uderzeniowy Geran-5

Foto: PAP

Jak to możliwe? – Na szczęście dla nas ataki dronów i zamykanie lotniska odbywają się zwykle albo w nocy, albo rano. Jeżeli wojsko lata o godz. 4.00 czy 6.00 i w tych godzinach zostaje zamknięta przestrzeń, to nie powoduje to większych utrudnień dla pasażerów, ponieważ pierwsze operacje u nas odbywają się ok. godz. 9.00 – tłumaczył PAP rzecznik lubelskiego portu, Piotr Jankowski.

O praktycznym braku zakłóceń mówi także Michał Kaczmarzyk. – Wszystkie informacje otrzymujemy bardzo sprawnie od PAŻP – zapewnia. Ryanair lata z Lublina do Gdańska, Trapani na Sycylii, Bergamo, Dublina, Londynu i Girony.

Wojsko Polskie zmienia zasady reagowania na drony

– PAŻP, dostosowując polską przestrzeń do niezbędnych wymagań wojskowych, zawsze zachowuje swój kluczowy cel, którym jest maksymalne bezpieczeństwo każdej operacji lotniczej. Naszym celem jest również takie zarządzanie ruchem lotniczym i jego kontrola, aby ewentualne opóźnienia związane z koniecznym operowaniem lotnictwa wojskowego były jak najmniejsze – mówi Marcin Hadaj, rzecznik agencji. – Jesteśmy w stałym kontakcie z liniami i portami lotniczymi w celu minimalizacji ewentualnych niedogodności dla pasażerów. Skala opóźnień operacji w Polsce, mimo skomplikowania przestrzeni, dzięki profesjonalizmowi naszych kontrolerów ruchu lotniczego, należy do jednych z najniższych w Europie – dodaje.

Czytaj więcej

Tusk ostrzega przed rosyjskimi uderzeniami w Polskę. „Mogą być przypadkowe”

Zdaniem przewoźników inne podejście mają litewskie władze lotnicze, które zamykają przestrzeń powietrzną na znacznie dłużej, z dużym zapasem czasu po wystąpieniu incydentu. Tam oprócz dronów trzeba jeszcze zwalczać balony przemytników, co również wstrzymuje ruch cywilny. Zakłócenie rozkładu, zwłaszcza odwołane rejsy w godzinach porannych, powoduje, że Air Baltic nie był w stanie tego lata dowieźć pasażerów do europejskich centrów przesiadkowych.

– W związku z zagrożeniem dronowym w ciągu najbliższych dni zmianie ulegną procedury dotyczące używania lotnictwa myśliwskiego i śmigłowców. W wyniku tej zmiany pilot statku bądź dowódca operacyjny będzie mógł podjąć decyzję o zestrzeleniu obcego statku powietrznego – poinformował wiceminister obrony, Cezary Tomczyk podczas uroczystości podpisania umowy z firmą GE Aerospace w sprawie serwisowania silników w ramach programu zakupu śmigłowców AH-64 Apache w Wojskowych Zakładach Lotniczych Nr 1 w Dęblinie.

Czytaj więcej

Atak Rosji przy granicy z Polską. W Rzeszowie i Lublinie zawyły syreny

– To pewne novum w ramach całego NATO. W czasie pokoju identyfikacja przez statki powietrzne ewentualnych wrogich statków powietrznych – czy dronów, czy samolotów, czy śmigłowców – odbywa się poprzez kontakt wizualny, po to, żeby uniknąć błędów, po to, żeby uniknąć sytuacji, w której na przykład cywilny statek powietrzny będzie mógł być pomylony albo kiedy na przykład będzie to sojuszniczy myśliwiec – mówił Tomczyk.

IATA: Podróże lotnicze nadal są bezpieczne

– Od dawna na świecie nie było tak trudnej sytuacji geopolitycznej, trwają konflikty zbrojne. Przestrzeń powietrzna powinna być apolityczna, a nie narzędziem polityki, jak jest to obecnie – stwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Nick Careen, wiceprezes Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) ds. operacji i bezpieczeństwa.

Czy w tej sytuacji podróże lotnicze nadal są tak bezpieczne, jak to było wcześniej? – W 100 proc. tak. W tej chwili mamy mnóstwo najróżniejszych zasad obowiązujących w lotnictwie cywilnym. Jest ich znacznie więcej, niż kiedyś. Znacząco poprawiła się komunikacja, wiadomo kiedy jakaś przestrzeń powietrzna jest niedostępna dla lotnictwa cywilnego. A kiedy to się staje, przewoźnicy korzystają z wyznaczonych bezpiecznych korytarzy. Widać to było doskonale w czasie konfliktu Izraela z Iranem. Dzisiaj branża lotnicza jest niesłychanie sprawna w dopasowywaniu się do zmieniającego się otoczenia.

Czytaj więcej

Lotniczy boom w Polsce. LOT rośnie, Chopin bije rekordy, regiony inwestują miliardy

Jak zapewnia wiceszef IATA, jest mnóstwo instrumentów zapewniających bezpieczeństwo: od całkowitego zamknięcia przestrzeni powietrznej, czego jesteśmy świadkami w przypadku Ukrainy, czy jak to było podczas ataków terrorystycznych 11 września w Stanach Zjednoczonych, bądź pandemii COVID-19, kiedy praktycznie całe lotnictwo pasażerskie zostało uziemione i ruszyło dopiero wówczas, gdy podróże lotnicze stały się ponownie bezpieczne. – Widać, że przewoźnicy sprawnie dostosowują się do zmieniających się warunków. Centra operacyjne są czynne przez 24 godziny na dobę i analizują warunki, w jakich funkcjonują linie lotnicze – podkreśla Nick Careen.