Większość ofiar, to tak jak w polskiej aferze wizowej — Hindusi. Była to także oferta dla osób ubiegających się o azyl w Wielkiej Brytanii, które nie miały szans go uzyskać. Do swoich krajów oczywiście wracać nie chcieli.
Natomiast przedziwne jest, jak to było możliwe w Wielkiej Brytanii, gdzie wizy wjazdowe i wyjazdowe są wielokrotnie sprawdzane przez urzędników. Ostatni raz, przed wejściem do samolotu, przed zeskanowaniem karty pokładowej.
Czytaj więcej
Do siedziby Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu weszło CBA – informuje portal Interia. Ma to związek z aferą wizową rządu PiS.
Ucieczka oszusta do Indii
Brytyjską aferę wizową, którą żyją teraz tamtejsze media, ujawnił „The Sun”. Dziennik opisał jak 24-letni pracownik obsługi naziemnej British Airways na Terminalu 5, skąd odlatują samoloty w rejsach długodystansowych, kasował od osób, które nie miały szans otrzymania wizy po 25 tysięcy funtów za prawo podróżowania bez wymaganych dokumentów wizowych.
Wszyscy jego „klienci” wjeżdżali do Wielkiej Brytanii na podstawie 3-miesięcznej wizy turystycznej. Pracownik odprawy BA fałszował ich dokumenty i umożliwiał dalszą podróż, gdziekolwiek tylko lata brytyjski przewoźnik. To on także przechodził ze stanowiska rejestracji pasażerów do odprawy tuż przed wejściem do samolotów. W ten sposób miał gwarancję, że nikt nie zatrzyma jego pasażerów.
Czytaj więcej
Brytyjski rząd planuje ograniczenie legalnej migracji. Sadiq Khan ostrzega, że w kluczowych sektorach gospodarki może to spowodować kryzys.
Brytyjska policja współpracuje teraz blisko z władzami indyjskimi, bo są uzasadnione podejrzenia, że oszust z BA uciekł z Wielkiej Brytanii i ukrywa się gdzieś w Indiach. Jego partnerka, a jednocześnie koleżanka z pracy została już aresztowana , ale wypuszczono ją za kaucją. I też zniknęła w Indiach. Wielka Brytania i Indie mają ważną umowę o ekstradycji.
Sygnał ostrzegawcze z Kanady
Pierwszy sygnał, że „coś jest nie tak” przyszedł z Kanady, gdzie nagle z Wielkiej Brytanii zaczęło przylatywać nadzwyczaj dużo pasażerów, którzy na lotnisku w Toronto i Vancouver natychmiast występowali o azyl.
Dochodzenie w tej sprawie wykazało, że oszust — wcześniej umawiając się z klientami— własnoręcznie potwierdzał, że wszyscy pasażerowie posiadają elektronicznie potwierdzoną autoryzację eTA, która jest wymagana do wjazdu. Tymczasem o eTA można wystąpić jedynie z kraju pochodzenia i bez wsparcia pracownika BA dla większości podróżnych byłaby ona niemożliwa do uzyskania.
To nie jest skomplikowany proces. Jeśli ktoś ma dokumenty w porządku, uzyskanie kanadyjskiego eTA trwa kilka minut.
Czytaj więcej
Lord Simon Wolfson popierał brexit, ale nie podoba mu się obecna polityka imigracyjna, ograniczająca liczbę pracowników.
Przewoźnicy odprawiają pasażerów
Jak czytamy w „The Sun”, „oszust wykorzystał lukę w przepisach wiedząc, że kontrola dokumentów jest prowadzona przez przedstawicieli przewoźnika, a nie — jak to było wcześniej— przez służby graniczne”.
Wpisując nieprawdziwe dane, umożliwiał uzyskanie eTA i otwierał drogę do podróży do krajów, do których dane osoby nie miałyby inaczej prawa wjazdu. A kiedy już tam lądowały, natychmiast niszczyły dokumenty i składały podania o azyl.
Pracownik BA miał zostać aresztowany 6 stycznia, ale udało mu się zbiec do Indii, gdzie dzięki pieniądzom z przekrętów, kupił kilka nieruchomości. British Airways ze swojej strony zapewnia, że w pełni współpracuje ze służbami, a oszust został zwolniony z pracy ze skutkiem natychmiastowym. Przewoźnik jednocześnie informuje, że powstrzymuje się od ujawniania jakichkolwiek szczegółów afery, ponieważ „byłoby to niestosowne w sytuacji, kiedy jeszcze toczy się dochodzenie”.