Rynek bezzałogowych statków powietrznych (BSP, z ang. UAV) w Polsce, który wart już jest blisko 252 mln zł, dostanie mocny impuls do rozwoju. W ramach realizowanego przez Polski Fundusz Rozwoju (PFR) programu „Żwirko i Wigura" część nieba nad Polską zostanie otwarta do testowania nowych zastosowań dronów.

Plan zakłada uruchomienie tzw. piaskownicy regulacyjnej (z ang. sand box), czyli wydzielenia pewnej części przestrzeni powietrznej, w której traciłyby swoją moc obecne dość restrykcyjne przepisy dotyczące BSP. Nie dopuszczają one obecnie do ruchu urządzeń autonomicznych, czyli działających bez operatora. I z reguły obligują do sterowania maszynami tylko w zasięgu wzroku pilotujących je osób. Sand box umożliwiłby zatem przeprowadzenie w warunkach naturalnych prób z dronami robotami.

Drony jak komórki

Dziś już co prawda nad naszymi głowami latają bezzałogowce, ale wykorzystywane są głównie do zabawy, ewentualnie robienia zdjęć czy – jak ostatnio – również pomiarów smogu. Sterowane są przez operatorów na ziemi. Eksperci twierdzą tymczasem, że przypisanie do każdego z dronów jednego operatora mija się z celem, ponieważ w przyszłości potrzebna będzie całkowicie autonomiczna sieć takich statków.

Zmieni się też zastosowanie BSP. Te na masową skalę mają wlecieć do miast, między budynki, przewożąc np. do szpitali krew i organy do przeszczepów, paczki kurierskie czy wykonując zadania z zakresu gospodarki odpadami i monitoringu wód gruntowych.

– Czas na projekty, które wyeliminują najsłabsze ogniwo, czyli człowieka. Autonomiczne roboty i usługi rozwijane za ich pośrednictwem wymagają specjalnej infrastruktury i nowych przepisów – mówi Paweł Szymański z Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Podkreśla, że drony są dziś na takim etapie i mają taki potencjał jak telefonia komórkowa w latach 90.

Polska jest jednym z europejskich liderów pod względem przepisów sprzyjających rozwojowi systemów bezzałogowych. PFR chce pójść za ciosem i dać tej technologii dodatkowy napęd. Ale, jak tłumaczy mec. Małgorzata Darowska, menedżer programu „Żwirko i Wigura", przed wdrożeniami w miastach trzeba wyodrębnić tereny testowe i stworzyć laboratoria. – To obszar krytyczny dla technologii dronowych – przekonuje.

Dlatego rząd zamierza uruchomić pilotażowo w dwóch lokalizacjach piaskownicę regulacyjną. Prowadzone są rozmowy z samorządami w sprawie wyznaczenia takich obszarów. Z naszych informacji wynika, że tego typu testy mogą być prowadzone na terenach poprzemysłowych w Warszawie i Katowicach.

Airvein przewiezie krew

Właśnie w stolicy próby z BSP chce przeprowadzić Airvein. Rodzimy startup pracuje nad autonomicznym systemem transportu powietrznego próbek medycznych. Spółka porozumiała się z ogólnopolską siecią prywatnych laboratoriów Alab, która ma ponad 180 punktów pobrań (m.in. krwi czy moczu), w zakresie pilotażowych dostaw za pomocą dronów – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

– Budujemy właśnie drona cargo. Za pół roku chcemy rozpocząć testy. Plan jest taki, by całkowicie autonomiczny BSP przeleciał z jednego hangaru do drugiego i dostarczył przesyłkę z próbkami – tłumaczy nam Dariusz Werschner, prezes Airvein.

Ale to nie wszystko. Projekt zakłada, że po dostawie automatyczne ramie robota na stacji odbiorczej samodzielnie wymieni baterię zasilająca drona. – Docelowo chcemy wdrożyć całą flotę bezzałogowców, które będą działać całkowicie samodzielnie, bez operatorów – dodaje Werschner.

Projektem Airvein zainteresowały się już nie tylko prywatne laboratoria, ale i szpitale publiczne, m.in. ze Śląska, czy Instytut Kardiologii.

Lista potencjalnych zastosowań dronów na rynku cywilnym jest bardzo długa – od bieżącego monitorowania infrastruktury, precyzyjnego nawożenia upraw, patrolowania granic, do wspierania akcji ratunkowych. Np. koncern BP wykorzystuje bezzałogowce do monitorowania rurociągów. Dzięki zastosowaniu drona Puma AE sprawdzenie 3 km rurociągu zajmuje 30 minut. Wcześniej ten sam odcinek kontrolowany był przez techników przez tydzień. Z kolei UAV straży pożarnej w Nowym Jorku rejestrują akcje ratunkowe w podczerwieni, co umożliwia dowódcom lepszą koordynację działań.

Więcej zamówień komercyjnych

Dziś bezzałogowce wykorzystywane są szeroko w branży zbrojeniowej, która zajmuje ponad 80 proc. ich rynku. Tylko ją było stać na pokrycie wysokich kosztów technologii, niesprzyjających komercyjnemu wykorzystaniu. Te proporcje będą się jednak zmieniać. Przewiduje się, że wzrost segmentu cywilnego będzie o 40 proc. szybszy niż wojskowego. W efekcie w 2021 r. będzie stanowił ponad 23 proc. rynku.

Jak wynika z najnowszego raportu A.T. Kearney, udostępnionego „Rzeczpospolitej", w dużej części z tego wzrostu korzystają zagraniczne firmy. Polscy producenci koncentrowali się dotąd bowiem na krajowym rynku urządzeń hobbystycznych i zabawek, a krajowi producenci profesjonalnych systemów, jak grupa WB czy Polska Grupa Zbrojeniowa, stawiają na zamówienia wojskowe.

Polska ma szansę być w gronie liderów

Globalny rynek bezzałogowców w ub.r. wart był 11,9 mld dol. W Polsce szacuje się go na ok. 75 mln dol., ale szybko rośnie – wynika z najnowszego raportu A.T. Kearney. Rodzima dynamika rozwoju tego sektora sięga 24 proc. rocznie, więcej niż wynosi średni wzrost na świecie (14 proc.). – Perspektywy są optymistyczne. Nasza gospodarka ma rosnąć 4 proc. rocznie. Mamy też rekordowo niskie bezrobocie, które wywindowało koszty pracy na rekordowo wysoki poziom. Kosztowny pracownik zwiększył atrakcyjność nowych technologii i polskie firmy zaczynają przyglądać się metodom na zautomatyzowanie mniej wartościowych zadań. W wielu branżach pojawiają się dyskusje o bezzałogowcach – mówi Piotr Balcerowski z A.T. Kearney.

Polska ma szansę być w gronie liderów. – Gdy na poziomie UE trwa dyskusja o prawnym uwarunkowaniu dronów, my mamy zdefiniowane regulacje dotyczące lotów komercyjnych oraz dobrze działający proces nadawania licencji operatorom – dodaje Dawid Krzysiak z A.T. Kearney.

Z ponad 6,5 tys. licencjonowanych operatorów dronów, jesteśmy pierwsi w Europie. Mam też drugie miejsce na świecie pod względem ich liczby na 1 tys. mieszkańców.