Dwa tygodnie temu prezes Grupy Lufthansy Carsten Spohr narzekał, że Lufthansa, Swiss, Austrian Airlines oraz Brussels Airlines muszą wykonać w styczniu i lutym 33 tys. lotów po Europie bez pasażerów na pokładzie. I to tylko dlatego, że chętnych do latania jest tak mało, że trudno jest wykorzystać posiadane sloty (działki czasowe startów i lądowania). Z tej liczby 18 tysięcy „lotów widmo” ma wykonać sama Lufthansa.

Zgodnie z tym, co zdecydowała Komisja Europejska przewoźnicy z krajów UE mają obowiązek wykorzystać połowę przyznanych slotów, aby ich nie utracić. Lufthansa uznała, że jest to za dużo i domagała się obniżenia tej proporcji do 80:20. Czyli linie lotnicze miałyby obowiązek wykorzystania jedynie jednej piątej przyznanych im slotów. To było nie do zaakceptowania dla lotnisk, które na takim podziale straciłyby potężne kwoty z tytułu opłat lotniczych i wielka niedogodność dla pasażerów, którzy mieliby bardzo ograniczone możliwości na przemieszczanie się po Europie. Przy tym sloty na najważniejszych lotniskach, takich jak Frankfurt, Paryż, Amsterdam czy Bruksela, ale także i Warszawa w naszym regionie są bardzo cenne i w czasach przed pandemią linie o nie walczyły i płaciły dziesiątki milionów euro, bo było ich za mało.

W ostatni poniedziałek prezes Ryanaira Michael O’Leary poradził Carstenowi Spohrowi, z którym bardzo lubi się spierać, żeby obniżył ceny biletów, to natychmiast znajdzie chętnych do latania. Wyśmiał także konkurenta, że nie chce on latać na pusto z powodu dbałości o środowisko. I wezwał Komisję Europejską, aby utrzymała obecne zasady. I KE to zrobiła. Wiadomo także, że na okres letni, czyli od początku kwietnia do końca października ten limit do wykorzystania będzie podniesiony do 64 proc.

Decydując się na wyznaczenie takich właśnie limitów KE bazowała na danych Eurocontroli, zrzeszającej krajowe agencje kontroli lotów w UE (z Polski jest tam PAŻP). Wynika z nich, że tej zimy ruch lotniczy wyniesie 73-78 proc. tego z 2019, a za cały 2022 ma wzrosnąć do 88 proc.

W tej sytuacja unijna komisarz ds. transportu Adina Vălean uznała, że obowiązek wykorzystania 50 proc. slotów bądź groźba ich utraty na rzecz innych przewoźników jest sprawiedliwym rozwiązaniem, bo przez ostatnie 2 lata linie lotnicze były praktycznie pod kloszem i przyszedł czas, aby zadbać o interesy pasażerów i lotnisk. Adina Vălean wskazała również, że Lufthansa obecnie wykonuje ok. 60 proc. operacji z roku 2019, czyli wykorzystuje więcej slotów, niż wynosi limit wyznaczony przez KE. Więc w zasadzie problemu nie ma.

„Trudno jest w tej sytuacji zrozumieć dlaczego Lufthansa utrzymuje, że musi wykonać 18 tysięcy rejsów na pusto, skoro stanowią one zaledwie 5 proc. operacji zaplanowanych na ten sezon zimowy. Lufthansa jak dotąd nie przedstawiła dowodów na to, gdzie takie rzekome niepotrzebne loty są generowane wyłącznie w celu zachowania slotów. I nie zrobiła tego jeszcze żadna inna linia lotnicza” — napisała unijna komisarz do Karima Delli, który w Parlamencie Europejskim szefuje Komisji Transportu i mocno wstawiał się za Lufthansą.

Michael O’Leary był znacznie bardziej bezpośredni w swoich radach dla Lufthansy, które miałyby pomóc jej rozwiązać problem ze slotami: — Rozwiązanie jest proste: sprzedaj pasażerom wolne miejsca. Zamknij się, przestań jęczeć i przynajmniej zaoferuj tanie bilety podatnikom, którzy cię uratowali. Oczywiście możesz jeszcze zrezygnować ze slotów i pozwolić je przejąć innym – powiedział prezes Ryanaira.