Nowoczesne usługi przewozowe zamawiane online rosną w siłę. Z analiz przeprowadzonych na zamówienie „Rzeczpospolitej" przez firmę Selectivv wynika, że serca korzystających z tej formy rezerwacji transportu podbił Uber, który wykroił sobie niemal połowę tego rynku w Polsce. Amerykańska firma w Warszawie ma udział na poziomie 54 proc., zaś w Trójmieście – aż 63 proc. Wyjątkiem jest Kraków, gdzie liderem jest polskie iTaxi.

Czytaj także: Kim jest kierowca Ubera? Sprawdziliśmy

Aplikacje zyskują

Selectivv przebadał smartfony niemal 2 mln użytkowników aplikacji komunikacyjnych w naszym kraju. Przeanalizował, z których operatorów przewozu osób korzystają, a także sprofilował samych pasażerów i kierowców. Wniosek? – Nieustannie najbardziej popularną aplikacją do przewozu osób jest Uber – komentuje Olga Mazurowska, dyrektor w Selectivv.

Nieco mniej (27 proc.) użytkowników w Polsce korzysta z iTaxi (w Krakowie ten odsetek to jednak aż 37 proc.). – iTaxi w odróżnieniu od amerykańskiego modelu zakłada zatrudnienie tylko licencjonowanych taksówkarzy. Dzięki temu korzysta z udogodnień dla taksówek, jak możliwość przejazdu buspasami i wjazdu w strefy turystyczne – komentuje Mazurowska.

Mniejszą popularność mają mytaxi, stosujące podobny model do iTaxi, oraz zbliżony do Ubera estońsko-chiński Taxify. Te cztery firmy zdominowały nowoczesne usługi transportowe w naszym kraju. Nie oznacza to jednak, że Polacy masowo przesiedli się do taksówek albo przestali zamawiać je w tradycyjny sposób. Badania GfK pokazują, że wciąż najczęściej używanym środkiem transportu w Warszawie są prywatny samochód, autobus i metro. Z usług taxi korzysta 10 proc. mieszkańców stolicy. Z tego nadal aż 70 proc. zamawia je przez centralę telefoniczną.

Aplikacje jednak wyraźnie zyskują na znaczeniu. Regularnie klika w nie 27 proc. warszawiaków, a 41 proc. robi to sporadycznie. W przypadku młodych pasażerów (w wieku 22–29 lat) ten odsetek jest już zdecydowanie wyższy. Przewóz za pomocą apki zamawia aż dwie trzecie z nich.

O dynamice mogą świadczyć dane z Taxify. Przewoźnik podaje, że w czerwcu podwoił liczbę przejazdów względem maja br. Co więcej, wiele wskazuje, że utrzyma imponującą dynamikę. W lipcu Taxify uruchomił bowiem swoje usługi w Trójmieście.

Ambitne plany ma też mytaxi. Jak tłumaczy zarządzający firmą w Polsce Krzysztof Urban, na jesieni aplikacja będzie działać w kolejnym mieście. Do końca wakacji dwukrotnie powiększona zostanie zaś flota w Katowicach i Poznaniu. – Tym samym osiągniemy tam czas dojazdu do pasażera poniżej pięć minut – mówi nam Urban.

Ustawa unormuje rynek

Rynek taksówkarski w naszym kraju należy do najbardziej zderegulowanych w UE. – Nie istnieją limity liczby wydawanych licencji, rejestracja działalności taxi jest bardzo prosta. Ten zawód cały czas jest popularnym wyborem i dużo osób co roku decyduje się rozpocząć tę pracę. W efekcie ceny usług w Warszawie są najniższe w Europie – wyjaśnia Krzysztof Urban.

To wszystko napędza rynek przewozu osób. – Już od kilku lat mamy trzycyfrową dynamikę przyrostu liczby realizowanych zamówień – potwierdza szef mytaxi Polska.

Jak zaznacza, równolegle z rynkiem taxi rozwija się jednak szara strefa, generowana przez przewoźników bez uprawnień (w taki sposób działają np. Uber czy Taxify). – W samej stolicy jest ich ponad 6 tys. To wyzwanie, z którym muszą zmierzyć się zwłaszcza rządzący. Trzeba uregulować przepisy w taki sposób, by równo podlegały im wszystkie podmioty wykonujące taką samą usługę przewozową – dodaje Urban.

Sytuację ma unormować nowelizacja ustawy o transporcie. Wprowadzi ona m.in. konieczność posiadania licencji przez kierowców świadczących usługi przewozu osób. Część operatorów krytykuje jednak fakt, że pozostawiono gminom decyzję o przeprowadzeniu egzaminu z topografii. – To działanie archaiczne. Każdy z nas ma w smartfonie GPS i dzięki nowym technologiom może sprawnie omijać korki – tłumaczy Alex Kartsel, szef Taxify Polska.

Ustawa uderzy w Ukraińców

Coraz częściej usługi przewozu osób przez aplikację w naszym kraju świadczą obcokrajowcy. Jak pokazują badania firmy Selectivv, już aż 35 proc. kierowców Ubera w Polsce stanowią Ukraińcy. Od niedawna przybywa również kierowców z Bangladeszu i Pakistanu, którzy dotąd widoczni byli na ulicach głównie jako rowerzyści – dostawcy jedzenia w ramach usługi Uber Eats. Wiele wskazuje jednak, że napęd rozwoju nowoczesnych usług przewozu osób, czyli obcokrajowcy, zostanie zahamowany. Projektowana przez resort infrastruktury ustawa o transporcie wprowadza bowiem dla kierowców obowiązek posiadania licencji. Dotąd wystarczyło, że mieli ważną polisę OC, sprawny samochód i działalność gospodarczą. Eksperci uważają, że dodatkowe koszty za certyfikat kompetencji zawodowych i oczekiwanie na ewentualny egzamin mogą zniechęcać do tej pracy. Ich zdaniem może to być istotne szczególnie dla imigrantów, zwłaszcza zza wschodniej granicy. Obecnie w Polsce przebywa ponad 2 mln osób z Ukrainy. Według Andrzeja Kubisiaka, dyrektora Zespołu Analiz i Komunikacji w Work Service, przedstawiciele najliczniejszej mniejszości narodowej w Polsce starają się maksymalnie wykorzystać czas, który spędzają w naszym kraju. – Wielu Ukraińców przyjeżdża do Polski na sześć miesięcy na podstawie oświadczenia o powierzeniu pracy. W tym czasie chcą zarobić jak najwięcej, dlatego jeśli ich pracodawca nie daje im możliwości, by pracować ponad osiem godzin dziennie, szukają jeszcze pracy dodatkowej, właśnie m.in. w charakterze kierowcy – tłumaczy Kubisiak.

Jarosław Grabowski prezes zarządzający, iTaxi

Rynek przewozu osób w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, a pasażerowie coraz chętniej korzystają z aplikacji jako preferowanego rozwiązania. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż oferujemy im skrócony czas zamawiania, wygodną płatność przez aplikację i transparentną informację o koszcie przejazdu. Wyzwań, przed którymi stoi branża, jest wiele, a wśród nich m.in. uregulowania prawne, koszty działalności, nowe modele biznesowe czy zmiany wywołane technologią. Wejście w życie przepisów służących poprawie jakości powietrza w miastach i wprowadzenie stref „eko", gdzie będą wjeżdżać bezpłatnie tylko taksówki, a z czasem tylko te niskoemisyjne, to szansa, ale i wyzwanie. Z tego też powodu już teraz inwestujemy we flotę aut hybrydowych i elektrycznych.