Dramat Szymona An-skiego to legenda żydowskiego teatru, jidyszowa wersja „Romea i Julii", oparta na ludowej legendzie opowiadającej o duszy zmarłego ucznia jesziwy wcielającej się w ciało ukochanej. Z tęsknoty i miłości, która przeżyła śmierć.
„Dybuk" to również legenda polskiego teatru. W ostatnich dekadach wystawiał go Krzysztof Warlikowski z udziałem Magdaleny Cieleckiej i Andrzeja Chyry (2003), posiłkując się poholokaustową prozą Hanny Krall. Wcześniej sztukę An-skiego reżyserował Andrzej Wajda w Starym Teatrze (1988). Przed wojną, w 1937 roku, powstała pełnometrażowa fabuła w jidysz. Scenariusz konsultował poeta Anatol Stern.
Mottem spektaklu Mai Kleczewskiej jest cytat z Wyspiańskiego „I ciągle widzę ich twarze, / ustawnie w oczy ich patrzę – ich nie ma, / – myślę i marzę, / widzę ich w duszy teatrze". Teatr Żydowski stoi dziś na dawnym terenie dzielnicy żydowskiej, która w 1939 roku skupiała 450 tysięcy mieszkańców. Później powstało getto. Niewielu warszawskich Żydów ocalało.
– Wszystkie postaci w „Dybuku" nie żyją – mówi „Rzeczpospolitej" Maja Kleczewska. – Nie żyją od dawna, bo nie ma żydowskich sztetli, bożnic, w których odbywały się żydowskie śluby. Nie ma żebraków, którzy podczas wesela mogli tańczyć z panną młodą. Nie ma młodych kabalistów, którzy pragnęli poznać prawdę.
Plac Grzybowski
Po tym świecie oprowadza nas Przewodnik – Meszulach, figura spoza czasu, zawieszona między życiem a śmiercią. Być może to obozowy muzułmanin, który nie należy do żadnego ze światów: figura wykluczona i tajemnicza, pozbawiona tożsamości.
– To on opowiada o zamordowanym świecie – mówi Maja Kleczewska. – Opowiada historię dzisiaj, nam współczesnym, którzy spotykają się na placu Grzybowskim: historię pamięci splątanej, która dzieje się we wszystkich czasach jednocześnie.
Reżyserka podkreśla, że duże znaczenie ma dla niej pamięć aktorów. Ich nieżyjący już przyjaciele-aktorzy wspominali warszawskie getto. To ich babcie milczały o doświadczeniu Auschwitz. To aktorzy przechowują w pamięci ślady wszystkich spektakli „Dybuka", w których brali udział. Pamiętają swoje role, role przyjaciół, sceny, sytuacje.
– W dużej mierze ta pamięć tworzy tkankę naszego spektaklu – mówi Maja Kleczewska.
Łukasz Chotkowski, dramaturg, dodaje, że w spektaklu wykorzystane są relacje świadków, którzy przeżyli warszawskie getto.
– Mówią oni o Warszawie tamtego czasu, o ulicach, miejscach, które nadal istnieją, a na których obecnie stoją ekskluzywne wieżowce, budowane są nowe biurowce – mówi Łukasz Chotkowski. – Pamięć świadków jest dalej żywa i musimy zawsze ją przywoływać, nawet gdy robi się wszystko, by o nich nie pamiętać. Chodzi nam o pamięć codzienną, nie tylko obchodowo-rocznicową, której zawsze towarzyszą konflikt, kłótnia o winę i niewinność. Mieliśmy z tym do czynienia choćby ostatnio podczas obchodów wyzwolenia Auschwitz.
Dla Mai Kleczewskiej ważne jest również to, by podkreślić złamane przymierze pomiędzy narodami.
– Przed wojną w Polsce mieszkało 3,5 miliona Żydów. Najwięcej w Europie – tłumaczy Łukasz Chotkowski. – Po wojnie zaś 300 tysięcy.
– W czasach pokoju koegzystencja dwóch narodów wydawała się możliwa i harmonijna, czas wojny rozdzielił te oba narody. Czas wojny przekreślił wielowiekową wspólnotę – dodaje reżyserka.
– A do końca została wymazana z pamięci w 1968 roku, kiedy większość Żydów została wypędzona z kraju, który współtworzyli – puentuje Łukasz Chotkowski.
Serce świata
Jednym z centralnych punktów inscenizacji jest scena Sądu Tory, w której oskarżycielem jest nieboszczyk.
– To dla mnie scena o nieukojonej pamięci, która brutalnie domaga się zadośćuczynienia. Podobnie jak duch Ojca w „Hamlecie" – mówi Maja Kleczewska i dodaje, że spektakl grany jest w dwóch językach: – Aktorzy mówią po polsku i w jidysz, języku, którego już prawie nie ma, bo został zabity wraz z ostatnimi sztetlami. W naszym spektaklu się odrodzi, bo „Dybuk" nasączony jest wielowiekową tradycją, religią i historią Żydów.
Maja Kleczewska wspomina swoje obawy z pierwszych prób: – Na pierwszych próbach wydawało się, że nie zdążymy w krótkim czasie nauczyć się całego tego świata z jego zasadami i prawami, ale aktorzy Teatru Żydowskiego okazali się wyrozumiałymi nauczycielami. Są jednak wciąż w tekście An-skiego momenty, które są tajemnicą.
Dotyczy to zwłaszcza kabały i tajemniczej śmierci Chunona. – Spotykaliśmy się z wieloma kabalistami, jednak żaden do końca nie chciał nam, niemówiącym w świętym języku, naświetlić jej tajemnic – mówi Łukasz Chotkowski. – Próbą odpowiedzi na tajemnicę i śmierć jest finałowy monolog Meszulacha, w którym mówi m.in: „A gdyby serce świata przez małą choćby chwilę nie widziało czystego źródła, utraciłoby ono swoją siłę żywotną". Mowa tu o miłości. „Szir Haszirim" – „Pieśń nad pieśniami" – prowadzi Leę i daje jej siłę do buntu, rebelii przeciwko skostniałym strukturom.
Historia Lei, przez którą miłość przepływa, która kieruje się miłością, ma być odpowiedzią na rozpacz i samotność.
65-lecie Teatru Żydowskiego
– Jakby to ona właśnie miała nieść nadzieję – mówi Maja Kleczewska.