Reklama

Psychodrama bez zahamowań

Sztuka Edwarda Albeego „Kto się boi Virginii Woolf" triumfalnie powraca w nowym przekładzie Jacka Poniedziałka.

Aktualizacja: 01.02.2016 18:06 Publikacja: 01.02.2016 17:28

Edward Albee, nadając imiona starszym bohaterom sztuki na cześć pierwszej pary prezydenckiej USA George'a i Marthy Waszyngtonów, zwracał uwagę na kryzys społeczeństwa amerykańskiego. Szybko się okazało, że temat braku porozumienia, zachwiania świata wartości jest o wiele szerszy i wciąż aktualny.

Albee zabiera nas w podróż do głębi ludzkiej psychiki, do najbardziej tajemniczych i mrocznych jej zakamarków. Uczestnikami są dwa małżeństwa: doświadczony profesor historii szukający w alkoholu ucieczki od dominującej, zgorzkniałej żony oraz para młodych, wchodzących w życie.

Jesteśmy świadkami psychodramy, gry bez zahamowań i bez znieczulenia, dialogów pełnych jadu i goryczy wobec partnera, ale i... samego siebie. Alkohol leje się w tej opowieści strumieniami, rozwiązuje języki, zaciera granice.

Utwór rozsławiła oscarowa ekranizacja z 1966 roku, z Elizabeth Taylor i Richardem Burtonem. W Polsce głośne inscenizacje stworzyli Jerzy Kreczmar we Współczesnym, Zygmunt Hübner w Starym, Władysław Pasikowski w Powszechnym oraz trzykrotnie Mikołaj Grabowski (ostatnio w warszawskiej IMCE), wszystko w tłumaczeniu Krystyny Jurasz-Dąmbskiej. Nowy przekład Jacka Poniedziałka brzmi mocniej, chwilami bardziej okrutnie.

W Teatrze Polonia Jacek Poniedziałek, aktor i tłumacz, zdecydował się też na rolę reżysera. Atutem tej wersji są przede wszystkim odtwórcy postaci Marty i George'a: Ewa Kasprzyk i Krzysztof Dracz.

Reklama
Reklama

Marta to z pewnością rola zasługująca na miano kreacji. Najlepsza z tych, jakie widziałem w wykonaniu aktorki, niegdyś w gdańskim Wybrzeżu, a potem w stołecznym Kwadracie. Prawdziwa i szczera aż do bólu. Rola niby puszczona na żywioł, a jednak precyzyjnie wyliczona w tempie, akcentach, rozłożeniu point.

Psychologiczne studium głodu miłości, ale też zaborczości, walki o prawo do bycia, przeżywania. Jest też w tej postaci pewna łapczywość, wynikająca z brutalnej refleksji o mijającym czasie. Marta ma poczucie przegranego życia, ale wie, że George jest zarówno jej katem, jak i ofiarą. I zawsze będzie dla niej ostatnią deską ratunku.

Krzysztof Dracz prowadzi tę małżeńską i pozamałżeńską psychodramę z niebiańskim spokojem, graniczącym z perwersją. Jest jak wytrawny szachista, który z kamienną twarzą rozgrywa swą mistrzowską partię. Ale jest też facetem, który za maską pozornej obojętności skrywa wielkie uczucie.

Skupiając się na Marcie i George'u, reżyser wyraźnie odpuścił młodym aktorom, a jedną z trudniejszym scen w ich wykonaniu zaprezentował jako wstawkę filmową. Agnieszka Żulewska, laureatka Nagrody im. Cybulskiego, oraz Piotr Stramowski, jedna z gwiazd nowego "Pitbulla", wypadli na scenie wyjątkowo blado. Myślę też, że pomylono scenografię. Ta idealnie pasowała do „Kotki na gorącym blaszanym dachu", którą także przetłumaczył Jacek Poniedziałek.

Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama