Od pierwszego dnia w Pentagonie Mattis sprawnie kontrolował impulsywne zapędy prezydenta do dysponowania amerykańskimi siłami wojskowymi. Zarówno republikanie, jak i demokraci wiedzieli, że z Mattisem – doświadczonym dowódcą wojskowym – Ameryka nie zostanie uwikłana w nieprzemyślane kampanie wojskowe.
Za granicą uważany był za jedynego przedstawiciela administracji Trumpa, który cieszył się zaufaniem najbliższych sojuszników USA. Dziesiątki lat służby wojskowej oraz honorowe podejście do sojuszy były mocną gwarancją dla zagranicznych partnerów Ameryki, którzy z nieufnością patrzą na próby Donalda Trumpa zaprzyjaźniania się z przywódcami pokroju Władimira Putina czy Recepa Erdogana. – Był najbardziej zrównoważonym członkiem prezydenckiego gabinetu. Świadomość, że mamy Mattisa, dawała nam wszystkim wiele spokoju – powiedział republikański senator Jeff Flake z Arizony.
Siła spokoju
W administracji, która uwikłana jest w liczne skandale, Mattisowi udało się tak dowodzić Pentagonem, że pozostawia go praktycznie nieskażonym żadnymi dochodzeniami. Wiele też zrobił dla zagranicznej polityki USA. Pomógł m.in. wyperswadować Trumpowi chęć wycofywania się z NATO. Starał się zapewnić Europę, że USA pozostają wierne wspólnym celom tej organizacji.
W podobny sposób działał w Azji. Nie udało mu się jednak odwieść prezydenta od decyzji o wycofaniu amerykańskich wojsk z Syrii i Afganistanu. Dla Trumpa misje te to strata środków. Mattis natomiast wierzy, że obecność amerykańskich sił w tym rejonie jest niezbędna w walce z międzynarodowymi grupami terrorystycznymi.
W Syrii wojska amerykańskie stacjonują od 2015 r. i są częścią koalicji walczącej przeciw Państwu Islamskiemu. Choć jest tam tylko 2000 żołnierzy, to decyzja o ich wycofaniu znacznie narusza równowagę na Bliskim Wschodzie. Przede wszystkim daje Iranowi zielone światło do ekspansji, pozostawiając Izrael oraz kurdyjskie siły – walczące do tej pory u boku USA – samotnie na polu walki. Bez wsparcia wojsk amerykańskich obecni sprzymierzeńcy USA w Syrii będą musieli szukać nowych partnerów. Eksperci rozważają różne scenariusze: Izrael może się dogadać z Rosją przeciwko Iranowi, Turcja może grać z Rosją przeciwko Ameryce, a Syria wziąć Turcję za przeciwwagę Kurdom. Zyskają na tym Turcja, Iran i syryjski rząd prezydenta Baszara al-Asada.
Nieporozumienia między Mattisem a Trumpem sięgały jednak poza Syrię i Afganistan. Jak sugeruje sekretarz obrony w swoim liście pożegnalnym, chodziło głównie o to, jak Ameryka powinna podejść do Rosji i Chin. „Jest jasnym to, że Chiny i Rosja chcą kształtować świat tak, by pasował do ich autorytarnego modelu” – napisał Mattis, który propagował wizję świata, w którym Stany Zjednoczone wykorzystają swą siłę i sprzymierzeńców na całym świecie do okiełznania globalnych ambicji Moskwy i Pekinu.
– Sekretarz Mattis dawał prezydentowi rady, których ten potrzebował – powiedział senator Ben Sasse, republikanin z Nebraski, i nazwał rezygnację Mattisa „smutnym dniem dla Ameryki”.
Ale pogląd na świat sekretarza okazał się niezgodny z wizją „Ameryki na pierwszym miejscu” Donalda Trumpa, który już w czasie kampanii wyborczej głosił, że Ameryka powinna robić mniej dla świata, a jej sprzymierzeńcy więcej dawać od siebie.
Wytrzymać z prezydentem
W ciągu dwóch pierwszych lat kadencji Trumpa rotacja w jego gabinecie była większa niż w ciągu całej kadencji jakiegokolwiek innego prezydenta. Nowy rok administracja rozpocznie z czterema tymczasowymi członkami gabinetu, a jeden (Mick Mulvaney) będzie pracował na dwóch etatach, w dwóch różnych departamentach.
Lider większości w Senacie Mitch McConnell wyraził swój żal z powodu rezygnacji Mattisa i zaapelował do prezydenta, by znalazł na jego miejsce kogoś z „równie klarownym wyczuciem przyjaciół i wrogów Ameryki, kto rozumie, że kraje takie jak Rosja zaliczają się do tych drugich”. Jednak eksperci przewidują, że prezydentowi nie będzie łatwo znaleźć następcę na fotel szefa Pentagonu. „Rezygnacja Mattisa może zniechęcić innych do służenia w administracji Trumpa. Jego obecność w Pentagonie była sygnałem dla tradycyjnych, republikańskich ekspertów ds. polityki zagranicznej, którzy mieli obiekcje, jeśli chodzi o pracę dla Trumpa” – pisze „Washington Post”.
Wyznanie Mattisa, że odchodzi, bo nie jest w stanie już pracować z prezydentem, będzie miało o wiele większy wpływ na politykę zagraniczną i tę związaną z bezpieczeństwem kraju niż odejście innych urzędników.