Turecka armia miała ustanowić też linię obrony, która ma powstrzymać syryjską armię i irańskie milicje przed dalszą ofensywą w prowincji Idlib.

Przedstawiciele tureckich władz w rozmowie z Reutersem podkreślili, że wsparcie ogniowe udzielone syryjskim rebeliantom przez Turków nie oznacza rozpoczęcia przez Ankarę pełnowymiarowej operacji wojskowej w Syrii.

Oddziały armii Asada, wspierane przez Rosjan, walczą z rebeliantami w prowincji Idlib i Aleppo od grudnia. Przejęcie kontroli nad Idlib i wyparcie rebeliantów z prowincji Aleppo mogłoby doprowadzić do zakończenia wojny domowej trwającej w Syrii od 2011 roku.

W środę Erdogan zagroził rozpoczęciem pełnowymiarowej operacji wojskowej przeciwko syryjskiej armii, jeśli ta nie powstrzyma ofensywy i nie wycofa się na wcześniej zajmowane pozycje.

Jednocześnie Ankara prowadzi rozmowy z Moskwą, mające na celu uniknięcie wybuchu wojny między Turcją a Syrią. W czwartek przedstawiciele strony tureckiej mówili, że ostatnia runda rozmów "nie zakończyła się całkowicie niczym". Zaznaczali jednak, że Turcja nie zamierza dyskutować o wycofaniu swoich wojsk z Idlib i ewakuowania posterunków obserwacyjnych znajdujących się w tej prowincji.

W 2018 roku Turcja i Rosja porozumiały się co do stworzenia strefy deeskalacji w Idlib. Na podstawie porozumienia obie strony stworzyły na terenie prowincji swoje posterunki obserwacyjne. Teraz niektóre tureckie posterunki są otoczone przez syryjską armię.