Kluczem do przetrwania staje się nie tylko sojusznicza obecność USA, ale przede wszystkim budowa własnych, realnych zdolności obronnych i współpraca w ramach „północnej osi” z Finlandią i Szwecją.  Analizując potencjalne kierunki rosyjskiej agresji, eksperci programu „Rzecz o geopolityce” wskazują, że Moskwa rzadko działa bez przygotowania odpowiedniego pretekstu lub „nadbudowy” ideologicznej.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wielka Brytania zaostrza kurs wobec Rosji. Wojsko może zatrzymywać tankowce

Bartłomiej Wypartowicz zauważa, że w Estonii taką próbą może być podsycanie narracji o tzw. Republice Narwiańskiej. Ekspert podkreśla, że Federacja Rosyjska nie musi tworzyć takich ruchów od zera, ale może je przejąć i przekształcić zgodnie ze swoimi potrzebami. Jednocześnie wskazuje na Mołdawię jako „łatwiejszy kąsek”, szczególnie w kontekście Naddniestrza, gdzie stacjonuje rosyjski kontyngent. „Jeżeli udałoby się opanować całe południe Ukrainy, włącznie z Odessą, to moim zdaniem jest większa szansa na atak na Mołdawię” – ocenia Wypartowicz, zwracając uwagę na zgromadzone tam ogromne składy amunicji, które mogą służyć do prowadzenia akcji wywrotowych.

Czytaj więcej

Rosyjscy weterani wracają z frontu. Wzrost brutalnych przestępstw i zabójstw w Rosji

Od Gotlandii po Helsinki

Kolejnym krytycznym punktem na mapie bezpieczeństwa są państwa bałtyckie, postrzegane jako najsłabsze ogniwo NATO ze względu na ich ograniczony potencjał militarny i trudne położenie geograficzne. Wojciech Kozioł zaznacza, że choć wejście Szwecji i Finlandii do Sojuszu poprawiło bezpieczeństwo szlaków dostaw, bezpośrednie zagrożenie graniczne z Rosją pozostaje realne. Eksperci Defence24 ostrzegają przed działaniami poniżej progu wojny, takimi jak przecinanie kabli podmorskich czy operacje „zielonych ludzików” na fińskim pograniczu. Szczególną uwagę przykuwa szwedzka Gotlandia, nazywana „gigantycznym lotniskowcem”. Jej zajęcie pozwoliłoby Rosji na skuteczną blokadę morską Bałtyku, co bezpośrednio uderzyłoby w bezpieczeństwo Polski i sojuszników.

Czytaj więcej

500 dolarów i „wyjazd życia”. Tak działa rosyjska siatka sabotażystów w Europie

Arktyczny wyścig zbrojeń

Autorzy książki „Wojna, której nie chcemy” zwracają również uwagę na rosnące znaczenie Arktyki, która dla Kremla stanowi strategiczną szansę na wyjście na otwarte oceany w obliczu łatwych do zablokowania cieśnin na Bałtyku i Morzu Czarnym. Rosja buduje tam przewagę nad USA i próbuje stworzyć kartę przetargową w relacjach z Chinami, oferując dostęp do portów na północy. W tym kontekście Polska powinna zacieśniać współpracę z partnerami skandynawskimi.

Bartłomiej Wypartowicz wskazuje Finlandię jako wzór w zakresie budowy rezerw i obrony cywilnej, a Szwecję jako lidera w organizacji nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego. „Polska nie musi dbać tylko o swoje bezpieczeństwo, ale też to bezpieczeństwo dawać (...) bez silnych reakcji Polski na ewentualne zagrożenia krajów bałtyckich czy Skandynawii, jesteśmy tylko pionkiem, a nie rdzeniem systemu” – argumentuje.

Czytaj więcej

Wojna na Ukrainie. Wołodymyr Zełenski apeluje o utrzymanie presji na Rosję

Fundamentem bezpieczeństwa regionalnego pozostaje modernizacja Wojska Polskiego, która według ekspertów zmierza w dobrym kierunku, szczególnie w obszarze artylerii lufowej i rakietowej. Polska buduje potencjał zdolny do „równania wszystkiego z ziemią”, co ma stanowić realny odstraszacz.

Mimo to eksperci wyliczają konieczność dalszego wzmacniania marynarki wojennej (programy Miecznik i Orka) oraz lotnictwa. Ważnym aspektem jest też rola Polski jako hubu logistycznego dla Ukrainy, Wojciech Kozioł podkreśla, że żadna misja stabilizacyjna czy pokojowa na wschodzie nie może odbyć się bez wykorzystania polskiej infrastruktury, co daje Warszawie istotną kartę w rozmowach z sojusznikami. Jednocześnie eksperci przestrzegają przed angażowaniem się w odległe konflikty, takie jak spór Izraela z Iranem, sugerując, że Polska powinna skupić swoje zasoby na ochronie własnych granic i wschodniej flanki.