Po 20 dniach tajemniczego zniknięcia Kim Dzong Un zjawił się w trakcie jednego z najważniejszych świąt komunistycznego reżimu – 1 maja. Nagle odwiedził świeżo zbudowane zakłady nawozów sztucznych w miejscowości Sunchon, około 50 kilometrów na północny wschód od stolicy kraju Pjongjnagu.

„Cieszę się, że wrócił i ma się dobrze" – natychmiast powitał go na Twitterze prezydent Donald Trump.

W Sunchon – jak przystało na partyjnego dygnitarza – Kim przeciął wstęgę „wśród grzmiących okrzyków hura!" (jak napisała oficjalna agencja prasowa komunistów KCNA). Towarzyszyła mu m.in. jego siostra Kim Jo Dzong. Na części zdjęć Kim siedzi na trybunie zbudowanej w zakładach, z hasłem pierwszomajowym w tle.

Na nagraniu uroczystości, które pojawiło się później, widać jednak wyraźnie, że Kim chodzi sztywno i ciężko. Południowokoreański analityk Cheong Seong-Chang uważa, że to „nasuwa myśl, iż jest w trakcie rekonwalescencji po jakimś rodzaju zabiegu, który miał wpływ na sposób jego poruszania się. Możliwe, że chodzi o kostkę". Sześć lat wcześniej Kim Dzong Un przeszedł jakiś zabieg związany z kostką u nogi, wtedy nie pojawiał się publicznie przez sześć tygodni.

Z kolei profesor Nam Seong-wook z Seulu zwrócił uwagę na dość niezwykłą scenerię uroczystości. – Stojące na podium krzesła i pulpity są dość rzadko używane podczas takich ceremonii pod gołym niebem. Możliwe, że jakieś warunki fizyczne uniemożliwiają mu zbyt długie stanie i musi co jakiś czas usiąść – powiedział. Jego zdaniem to by wyjaśniało nieobecność Kima na uroczystościach Dnia Słońca 15 marca (czyli urodzinach jego dziadka Kim Ir Sena, założyciela rządzącej dynastii). W trakcie ceremonii w pałacu Kumsusan (mauzoleum Kim Ir Sena w Pjongjangu) musiałby stać około godziny.

Nie wyjaśnia to jednak, dlaczego nie pojawiał się nigdzie przez prawie trzy tygodnie. Zniknął zaś podobno właśnie w trakcie podróży właśnie do Sunchon. Na pewno jednak nic w jego obecnym zachowaniu nie wskazywało na nieudaną operację na sercu – o czym przekonywali wcześniej różni anonimowi informatorzy.

Jednocześnie na nagraniu przecinania wstęgi w zakładach nawozów sztucznych widać, że Kim nadal nie nosi maski na twarzy – wszyscy inni uczestnicy uroczystości natomiast je włożyli. Północnokoreański przywódca wcześniej mówił, iż koronawirus jest „zagrożeniem dla egzystencji narodu", ale oficjalnie w Korei Północnej nie ma ani jednego zakażonego.

– Korea znajduje się w epicentrum kryzysu bezpieczeństwa. (...) To wywołuje uzasadnione zaniepokojenie w sprawie stabilności wewnętrznej i międzynarodowej, którą mogłaby wywołać śmierć Kima – wyjaśniał agencji AFP amerykański analityk Henry Feron, dlaczego plotki o chorobie lidera komunistów rozchodziły się tak szybko.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Tymczasem dwa dni po triumfalnym powrocie północnokoreańskiego przywódcy doszło do tajemniczego i groźnego wypadku w strefie zdemilitaryzowanej, rozdzielającej oba państwa koreańskie. W niedzielę rano z nieznanych powodów od strony Korei Północnej padła seria strzałów, która trafiła południowokoreańską strażnicę. Żołnierze z drugiej strony natychmiast odpowiedzieli ogniem. Ale nic nie wiadomo o jakichkolwiek stratach ani nawet dyplomatycznych konsekwencjach zajścia.

Kolejny Amerykanin, dyplomata zajmujący się Azją Wschodnią, Daniel Russell przestrzegł, że „wszystkie puzzle zniknięcia Kima długo jeszcze będą układane".