To paradoks, że kraje, którym najbardziej powinno zależeć na stabilizacji Bałkanów Zachodnich, to te same kraje, które blokują istotny element rozszerzania się UE na ten region – negocjacje akcesyjne z Macedonią Północną. Najpierw przez 27 lat od rozpadu Jugosławii Grecja nie chciała uznać Macedonii, co blokowało zarówno jej przyszłość w NATO, jak i w UE. Gdy Ateny zniosły swoje weto, a Skopje zgodziło się na nazwę Macedonia Północna, otworzyły się przed tym krajem drzwi do NATO. Wydawało się, że na drodze do UE trzeba przekonać tylko Francję i Holandię, ale szybko okazało się, że problemem jest inny sąsiad – Bułgaria. Od października 2019 roku blokuje negocjacje z Macedonią Północną.

– Poprzedni rząd (premiera Bojko Borisowa – red.) obudził się dosłownie 5 minut przed północą. Zdał sobie sprawę, że nie protestując przez lata – jak Grecja – niczego nie uzyskał i będzie przegranym tej rozgrywki – mówi „Rzeczpospolitej" Wesela Czernewa, szefowa sofijskiego biura think tanku ECFR.

Kwestia macedońska budzi emocje w trzech państwach – Grecji, Bułgarii i Macedonii Północnej. Ale w dyskusji o statucie międzynarodowym byłej jugosłowiańskiej republiki wzięto pod uwagę tylko obawy Grecji, poczynając od samej nazwy.

– To państwo leży na północ od Macedonii greckiej, ale na zachód od Macedonii bułgarskiej – zauważa ekspertka. Borisow uznał, że stawiając weto na poziomie unijnym, zmusi Skopje do wdrażania dwustronnego traktatu z 2017 roku.

– To bardzo dobra umowa, tyle że obie strony mają kłopoty z jej realizacją – mówi Czernewa. Reguluje ona wiele spornych kwestii politycznych, ale też dotyczących infrastruktury, handlu czy edukacji. Do rangi symbolu urastają jednak te związane ze wspólną historią. Bułgaria w przeszłości rościła sobie prawa do terytorium dzisiejszej Macedonii Północnej, ale utraciła je w wyniku wojen bałkańskich w latach 1912–1913, najpierw na rzecz Serbii, a po I wojnie światowej – na rzecz Jugosławii. I choć dziś nie ma już pretensji terytorialnych, to chce, żeby jasno mówić o bułgarskiej przeszłości Macedonii Północnej, o bułgarskiej tożsamości jej mieszkańców, o tym, że język tego kraju to w gruncie rzeczy dialekt bułgarskiego. Dla kraju suwerennego od bardzo niedawna te postulaty okazały się trudne do przyjęcia.

W poszukiwanie kompromisu zaangażowały się Niemcy, które sprawowały przewodnictwo UE w 2. połowie 2020 roku, a od stycznia prezydencja portugalska i KE. Plan jest teraz następujący. Zgoda na rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Macedonią Północną, przy jednoczesnym stworzeniu unijnych ram dla dialogu historycznego między dwoma państwami.

– Rozszerzenie UE na Bałkany Zachodnie jest żywotnym interesem Bułgarii i powtarza to każdy polityk – mówi Czernewa. Szansa na zmianę sytuacji nastała w maju po dymisji Borisowa, gdy premierem został Stefan Janew. Pierwsze znaki zmiany atmosfery już są. Symboliczna była wspólna wizyta prezydentów Bułgarii i Macedonii Północnej w Rzymie, w bazylice Santa Maria Maggiore, gdzie w IX wieku papież Hadrian II pobłogosławił cyrylicę.

Teraz szefowie rządów obu krajów, z udziałem Portugalii i KE, próbują ustalić kompromis do ogłoszenia na najbliższym szczycie UE, który odbędzie się 24–25 czerwca w Brukseli. Zdaniem dyplomatów nie będzie to jeszcze zniesienie weta, bo poprzedni rząd zakotwiczył je bardzo mocno w decyzji parlamentu, której nie może podważyć obecny techniczny gabinet. Ale mogłaby to być dwustronna deklaracja pokazująca chęć współpracy i możliwość wycofania weta w drugim półroczu.