– To ostatnia okazja, by podzielić się z wami paroma myślami na temat podróży, jaką wspólnie przebyliśmy, i przyszłości naszego kraju – stwierdził wczoraj wieczorem George W. Bush w nadawanym na żywo przez amerykańskie stacje telewizyjne ostatnim przemówieniu jego ośmioletniej, obfitującej w dramatyczne wydarzenia prezydentury.
Stojąc w Sali Wschodniej Białego Domu, gdzie jego słów słuchało około 200 osób – krewni, współpracownicy, przyjaciele oraz 45 gości zaproszonych w nagrodę za wybitną służbę publiczną – odchodzący przywódca mówił do swych rodaków przez niespełna kwadrans.
Podobnie jak w wywiadach telewizyjnych, jakich ostatnio udzielił, prezydent nie okazywał smutku, był raczej w nastroju refleksyjnym. Przyznał, że patrząc z perspektywy czasu, „parę rzeczy zrobiłby inaczej”, choć nie powiedział, jakie to rzeczy.
Mówiąc o Iraku, stwierdził, że kraj ten z brutalnej dyktatury wrogiej Ameryce przeistoczył się w arabską demokrację i przyjaciela Stanów Zjednoczonych. Podobnie pozytywnie ocenił wydarzenia w Afganistanie.
– Postępowałem w zgodzie z własnym sumieniem, robiąc to, co moim zdaniem było właściwe. Możecie nie zgadzać z niektórymi trudnymi decyzjami, jakie podjąłem. Mam jednak nadzieję, że zgodzicie się z tym, iż byłem gotowy podejmować trudne decyzje – powiedział Bush, dodając, że debata jest uzasadniona, ale jednemu nie da się zaprzeczyć: od ponad siedmiu lat w Ameryce nie było ataku terrorystycznego.