Chodzi o dokument przygotowany przez specjalną komisję złożoną głównie z emerytowanych polityków specjalizujących się w sprawach międzynarodowych. Zdaniem autorów raportu USA „powinny pogodzić się z tym, że ani Ukraina, ani Gruzja nie są gotowe do członkostwa w NATO”. Zamiast, jak rząd George’a W. Busha, forsować sprawę przyjęcia tych państw do sojuszu, Waszyngton powinien się zastanowić, w jaki inny sposób można „zademonstrować poparcie dla suwerenności” Ukrainy i Gruzji.
Komisja została powołana przez Instytut Nixona (specjalizujący się w sprawach rosyjskich) i Uniwersytet Harvarda. Na jej czele stali byli senatorzy Chuck Hagel i Gary Hart, którzy w zeszłym tygodniu zaprezentowali treść raportu podczas wizyty u prezydenta Dmitrija Miedwiediewa na Kremlu.
Według komisji „amerykańskie zaangażowanie w poprawę relacji między USA i Rosją nie jest ani nagrodą za ewentualne dobre zachowanie się Moskwy na arenie międzynarodowej, ani akceptacją postępowania rosyjskich władz w ich własnym kraju”, lecz „wyrazem uznania wagi, jaką ma rosyjska współpraca dla osiągnięcia kluczowych amerykańskich celów”. Raport wywołał duży oddźwięk na Ukrainie, gdzie prezydent Wiktor Juszczenko i ugrupowania prozachodnie chcą integracji z NATO. Uznano go za sugestię, by Barack Obama w ogóle przestał się Ukrainą interesować.
– Z naszego punktu widzenia o wiele ważniejszy jest niedawny raport byłego ambasadora USA w Kijowie Stevena Pifera, który wskazuje, że jeśli dziś Waszyngton zapomni o Ukrainie, wkrótce nasz kraj może się znaleźć w czołówce krajów, z którymi USA mają problemy – powiedział „Rz” ekspert kijowskiego Centrum im. Razumkowa Ołeksij Melnyk.Melnyk wskazuje, że Ukraina faktycznie nie jest dziś gotowa do wejścia do sojuszu. – To nie oznacza jednak, że nie powinna otrzymać MAP (planu działań dla członkostwa) – dodaje.
Tymczasem wczoraj francuski minister obrony Herve Morin oświadczył, że wszelkie rozszerzenie NATO, w tym o Gruzję i Ukrainę, nie może nastąpić bez porozumienia z Rosją. Morin jest przeciwnikiem rozszerzania sojuszu.