Po wczorajszym proteście podczas którego przedsiębiorcy blokowali rondo Dmowskiego, a potem przenieśli się przed Kancelarię Premiera, a policja spacyfikowała ich około 2 w nocy, ponowili akcję protestacyjną.
Tym razem zgromadzili się na "patelni" - przed stacją metra Centrum.
Zarzucają rządowi Mateusza Morawieckiego brak jakiejkolwiek pomocy i systemu odszkodowań dla przedstawicieli tych gałęzi gospodarki, które najbardziej zostały poszkodowane przez jej zamrożenie w związku z pandemią.
Przedsiębiorcy mieli zamiar przejść przed KPRM.
Policjanci uznali zgromadzenie za niezgodne z przepisami o pandemii.
Funkcjonariusze zablokowali protestującym możliwość przejścia przed Kancelarię Premiera, otaczając ich na ul. Emilii Plater.
Przedsiębiorcy usiedli więc na chodniku
Policja wezwała ich do rozwiązania protestu, następnie zaczęła spisywać uczestników, apelując jednocześnie o nieatakowanie funkcjonariuszy.
Obecny na miejscu Grzegorz Braun z Konfederacji zarzucił policji kłamstwo, bo jego zdaniem nikt funkcjonariuszy nie atakował. Po kolejnej przepychance z policjantami alarmował, że doszło do naruszenia nietykalności posła.
Paweł Tanajno, jeden z kandydatów na prezydenta i organizatorów wczorajszych i dzisiejszych protestów, zarzuca rządowi, że robi wszystko, aby nie wypłacić przedsiębiorcom żadnych odszkodowań, co przyniesie efekt w postaci "totalnej fali bankructw".
Tanajno, który został w nocy zatrzymany przez policję i wypuszczony dziś o 6 rano w Legionowie, ponownie trafił do radiowozu.
Policja wezwała protestujących do rozejścia się. - Wzywa się do opuszczenia rejonu działań policji osoby postronne, posłów, senatorów oraz inne osoby posiadające immunitet, a także dziennikarzy, przedstawicieli mediów i kobiety w ciąży - taki komunikat słychać było z głośników.
Protest jednak przybiera na sile, w kierunku policjantów poleciały kamienie i petardy. Policja z kolei użyła granatów hukowych.
