Wysokie dochody prezydenckiej pary to dowód na to, że w 2009 roku mimo recesji gospodarczej w Ameryce można było przyzwoicie zarobić. O tym, że Barack Obama potrafił zrobić z polityki naprawdę lukratywny interes, świadczy fakt, że zarobił podczas pierwszego roku w Białym Domu o wiele więcej niż jego poprzednicy.
George W. Bush mógł się bowiem pochwalić dochodami w wysokości zaledwie 894,8 tys. dolarów po pierwszym i 936,1 tys. dolarów po ostatnim roku urzędowania. Bill Clinton obu nie dorastał do pięt, zarabiając ledwo ponad 417 tys. dolarów.
Według „Business Week” po odliczeniach różnego rodzaju ulg Obamowie zapłacili 1,8 miliona dolarów, a więc 32 procent podatku. Amerykański prezydent w ogóle nie rozliczył się z 1,4 miliona dolarów, które dostał jako laureat Pokojowej Nagrody Nobla. Skorzystał bowiem ze specjalnych przepisów pozwalających przekazać tego typu nagrody od razu na cele charytatywne. Wystarczyło, że do rozliczenia dołączył list od prezesa fundacji noblowskiej z informacją, że pieniądze przelano na konta dziesięciu fundacji wybranych przez Obamę.
Na czym, jeśli nie na Nagrodzie Nobla, tak dobrze zarobił więc gospodarz Białego Domu? 400 tysięcy dolarów to prezydencka pensja. 5,5 miliona dolarów to zaś wpływy ze sprzedaży książek „Odziedziczone marzenia” i „Odwaga nadziei”. Rok wcześniej książki przyniosły mu 2,5 mln dolarów tantiem. Pierwsza książka sprzedaje się lepiej i przyniosła prezydentowi 3,3 mln dol. w 2009 roku. Druga „zaledwie” 2,3 mln dol.
Obamowie odliczyli sobie od podatku 515 tysięcy dolarów, w tym 329,1 tys. podarowane 40 fundacjom. Odpisali sobie również 52,2 tys. dolarów z tytułu odsetek od kredytu hipotecznego. Zeznania podatkowe są zgodnie z prawem poufne. Większość prezydentów i wiceprezydentów decyduje się je jednak upublicznić. Dzięki temu wiemy także, że wiceprezydent Joe Biden z żoną Jill zarobili w 2009 roku nieco ponad 333 tys. dolarów.