Wśród ofiar śmiertelnych jest czterech terrorystów, czterech milicjantów i szef administracji parlamentu. 17 osób, w tym sześciu milicjantów, zostało rannych.
Terroryści podjechali pod budynek samochodem, który wcześniej dołączył do pojazdów posłów zmierzających na obrady. Akcję rozpoczął zamachowiec-samobójca, wysadzając się w powietrze. Jego trzej koledzy ruszyli wtedy w stronę wejścia do budynku. Doszło do ostrej wymiany ognia pomiędzy zamachowcami i milicjantami strzegącymi parlamentu. W budynku zarządzono ewakuację, przebywający w gmachu ludzie zaczęli uciekać tylnymi drzwiami.
Zamachowcom udało się wtargnąć do budynku. – Strzelali do wszystkiego, krzycząc „Allah Akbar!” („Bóg jest wielki”) – mówił jeden ze świadków ataku cytowany przez Reutersa.
Napastnicy pobiegli w stronę gabinetu szefa izby Dukuwachy Abdurachmanowa, ale zostali zatrzymani ogniem ochroniarzy. Abdurachmanowowi nic się nie stało. Przed parlament przyjechały tymczasem oddziały specjalne i zaczęły osaczać zamachowców. Wszyscy napastnicy zginęli. Dwóch wysadziło się w powietrze, gdy zrozumieli, że nie uda im się uciec.
Przedstawiciele władz zarówno republikańskich, jak i federalnych natychmiast orzekli, że za zamachem stały „siły znajdujące się poza Rosją”.
– Ta akcja była koordynowana z zagranicy – mówił Abdurachmanow. Podobny werdykt błyskawicznie wydał także prze- wodniczący Rady Federacji Siergiej Mironow.
[srodtytul]Policzek dla Putina[/srodtytul]
Aleksander Torszyn z Narodowego Komitetu Antyterrorystycznego ocenił z kolei, że bojownicy mogli przygotować zamach jako swojego rodzaju akcję PR w związku z trwającą w Groznym wizytą ministra spraw wewnętrznych Rosji Raszida Nurgalijewa. Wizyta przebiegała pod hasłem, że Czeczenia stała się bezpieczniejsza, a terroryści ponieśli porażkę.
Analitycy są odmiennego zdania. Podkreślają, że wczorajszy atak może być gwoździem do trumny kremlowskiej teorii o „przywróceniu spokoju” w Czeczenii. W ubiegłym miesiącu po odparciu ataku separatystów na rodzinną wioskę czeczeńskiego prezydenta Ramzana Kadyrowa – Centeroj, premier Władimir Putin zapewniał, że sytuacja w Czeczenii jest pod kontrolą. W ubiegłym roku Kreml ogłosił koniec dziesięcioletniej operacji antyterrorystycznej w regionie, oznajmiając, że odtąd za walkę z rebeliantami będą odpowiadać już tylko siły Kadyrowa.
Likwidacja oddziałów separatystów w czeczeńskich górach okazała się jednak sukcesem na krótką metę. Bojownicy przenieśli się do sąsiednich republik – między innymi do Inguszetii i Dagestanu. 34- letni Kadyrow pozbawiony tak silnego wsparcia militarnego Moskwy, jakim dysponował przed 2009 rokiem, nie potrafi poradzić sobie z tym wyzwaniem.
Eksperci podkreślają, że szeregi separatystów są stale i systematycznie zasilane przez nowych ochotników, motywowanych często względami osobistymi. Panujące w Czeczenii korupcja, niesprawiedliwość i bru- talność służb specjalnych pchają wielu młodych ludzi w ramiona rebeliantów. Szukają zemsty na przedstawicielach władz za doznane upokorzenia i zniewagi.
Według części rosyjskich mediów zamach na parlament to policzek dla Putina i promowanego przez niego Kadyrowa.
– Moim zdaniem przede wszystkim uderza to w Kadyrowa – ocenia w rozmowie z „Rz” publicystka Julia Łatynina. Według niej wiele wskazuje na to, że wczorajszy atak, podobnie jak sierpniowy napad na siedzibę Kadyrowa w Centeroj, został zorganizowany przez nową grupę bojowników, która powstała w efekcie niedawnego sporu wśród kaukaskich komendantów. Na czele nowej organizacji stoi Husajn Gakajew skłócony z dotychczasowym liderem, „emirem Kaukazu” Doku Umarowem.
[srodtytul] Nowa czeczeńska siła[/srodtytul]
– Gakajew reprezentuje skrzydło, które odcina się od internacjonalistycznych haseł Umarowa, od idei obejmującego cały region państwa zwanego Emiratem Kaukazu. Ta grupa skupia się przede wszystkim na walce o Czeczenię, a konkretnie na walce z Kadyrowem – wyjaśnia Łatynina.
– Nie oznacza to bynajmniej, że ci ludzie odcinają się od dżihadu. Niewykluczone, że także będą używać takiej retoryki. Jest również całkiem prawdopodobne, że będą brać pieniądze od arabskich fundamentalistów – uważa rosyjska publicystka.
O tym, że za zamachem może stać Gakajew, świadczy obiekt, który wybrano jako cel ataku. Doku Umarow, któremu przypisuje się odpowiedzialność za zamachy w Moskwie, opowiada się za prowadzeniem walki na jak najszerszym obszarze, obejmującym cele w Rosji. Z kolei Husajn Gakajew chce skupić się na samej Czeczenii i na obaleniu rządów Kadyrowa.
[ramka][srodtytul]Kaukaski konflikt[/srodtytul]
[b]1991 – 1994[/b] Moskwa traci kontrolę nad republiką, na której prezydenta wybrany zostaje w 1991 r. Dżochar Dudajew. Czeczenia proklamuje niezawisłość.
[b]1994 – 1996[/b] Pierwsza wojna czeczeńska, którą rozpoczyna nieudany rosyjski szturm na Grozny, kończą zaś porozumienia pokojowe w Chasawjurcie.
[b]1996 – 1999[/b] Druga niezależność Czeczenii, w trakcie której narasta konflikt między umiarkowanymi politykami a radykalnymi islamistami.
[b]1999 – 2000[/b] Nowy prezydent Rosji Władimir Putin decyduje się na rozpoczęcie interwencji zbrojnej. Do marca 2000 r. zwolennicy niepodległości przechodzą do walki partyzanckiej.
[b]2000 – 2010[/b] Oponenci prorosyjskich władz nadal prowadzą walkę partyzancką. W 2004 roku w zamachu ginie prezydent Ahmed Kadyrow. [/ramka]
[ramka][b]Czeczenia: odradza się ekstremizm[/b]
Ataki na Centeroj i parlament w Groznym pokazały, że czeczeńska rebelia nie została zdławiona. Po śmierci Szamila Basajewa w 2006 r. siły rebeliantów tak osłabły, że walki zdawały się wygasać. Pojawił się jednak nowy lider – Doku Umarow, który w 2009 r. sformował oddziały samobójców-zamachowców, rozpoczynając nową fazę krwawej wojny.[/ramka]
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/552137.html]Justyna Prus-Wojciechowska: Zamach rozbił mit o spokoju w rejonie[/link][/b]