[i]Korespondencja z Mińska[/i]
Podczas trwającego ponad trzy i pół godziny wywiadu polscy dziennikarze zapytali Aleksandra Łukaszenkę o białoruską listę katyńską i możliwość otwarcia archiwów białoruskiego KGB w celu poszukiwań tych bezcennych dla Polski dokumentów. Prezydent zastrzegł, że bardzo wiele dokumentów sowieckich służb specjalnych zostało wywiezionych do Moskwy. Mimo to zapowiedział, że zajmie się sprawą i porozmawia na ten temat z szefem KGB.
Chodzi o listę 3870 Polaków zamordowanych w 1940 roku przez NKWD na terenach II Rzeczypospolitej przyłączonych do sowieckiej Białorusi. Polska od wielu lat bezskutecznie domaga się tych dokumentów od Rosji. Czy możliwe, że listę białoruską po rozpadzie Związku Sowieckiego przejęły struktury bezpieczeństwa nowo powstałego białoruskiego państwa?
– To bardzo prawdopodobne. Listę osób zamordowanych na sowieckiej Ukrainie dostaliśmy bowiem właśnie od Ukraińców. Okazało się bowiem, że jeden egzemplarz listy był w Moskwie, a drugi w Kijowie – powiedział „Rz” prof. Wojciech Materski, znawca postsowieckich archiwów i członek polsko-rosyjskiej grupy ds. trudnych. Według niego dokładnie tak samo może być z listą białoruską. – Procedury służb w obu przypadkach były analogiczne. Można więc z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że Mińsk posiada jeden egzemplarz listy białoruskiej. Jeżeli Łukaszenko, który obecnie kłóci się z Rosjanami, zdecydowałby się nam przekazać te dokumenty, byłoby wspaniale! Dla Polski otrzymanie listy to bowiem naprawdę niezwykle ważna sprawa – podkreślił Materski.
[wyimek]Mogą istnieć dwa Związki Polaków na Białorusi – powiedział Łukaszenko[/wyimek]