– Wraz z rosnącymi wpływami rośnie także odpowiedzialność – mówił prezydent USA, przemawiając do obu izb indyjskiego parlamentu. Barack Obama zapowiedział, że poprze starania Indii o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, obok USA, Francji, Wielkiej Brytanii, Rosji i Chin.
Na wspólnej konferencji prasowej z indyjskim premierem Manmohanem Singhem Obama zapowiedział m.in. współpracę przy stabilizacji Afganistanu i Afryki. – Zdecydowaliśmy się pogłębić nasze relacje i działać jako równi partnerzy w ramach dialogu strategicznego, co pozytywnie wpłynie na światowy pokój, stabilność i rozwój – mówił indyjski premier Manmohan Singh.
Chociaż oba kraje łączy już dialog strategiczny, to w wielu obszarach współpraca ma być jeszcze bliższa. Stany Zjednoczone zgodziły się m.in. znieść embargo na eksport nowoczesnych technologii do Indii, utrzymywane od czasu przeprowadzenia przez ten kraj próbnej eksplozji nuklearnej w 1998 roku. Współpraca obejmie nie tylko sektor cywilnej energetyki jądrowej, program kosmiczny, ale przede wszystkim gospodarkę.
Eksperci nie mają wątpliwości, że Ameryka potrzebuje Indii do stworzenia przeciwwagi do rosnącej pozycji Chin. Dlatego zapowiedzi poparcia dla aspiracji Indii mogą zirytować władze w Pekinie. Już nie spodobały się Pakistanowi, który ma z Indiami nierozwiązany spór terytorialny o Kaszmir. – Zapowiedź poparcia dla starań Indii o miejsce w Radzie Bezpieczeństwa tylko skomplikuje plany reformy ONZ – stwierdził rzecznik pakistańskiego MSZ Abdul Basit.
– Poparcie dla Indii i słowa Obamy, że indyjsko-amerykański sojusz określi XXI wiek, to jasny sygnał, że Indie są najważniejszym partnerem USA w regionie. Przełomu w amerykańsko- indyjskich relacjach dokonał prezydent Bill Clinton. Obama zaczyna jednak wypełniać ten sojusz treścią – mówi „Rz“ Charu Lata Hogg, ekspertka londyńskiego Chatham House.