W poniedziałek o szóstej rano czasu polskiego upłynął termin, do którego mieli odzyskać wolność wszyscy dysydenci skazani w 2003 roku podczas masowych procesów. 13 osób z tej grupy wciąż jednak pozostawało za kratkami.
– Rząd nie dotrzymał słowa. Okłamał Kościół, rząd Hiszpanii, Unię Europejską i całą wspólnotę międzynarodową. Przecież o uwolnieniu 52 więźniów pisała prasa w kraju i za granicą – mówiła wczoraj „Rz” rozgoryczona Berta Soler. Jej mąż Angel Moya Acosta, skazany na 20 lat więzienia, znajduje się w grupie 13 więźniów, którzy nie wyszli na wolność wbrew porozumieniu zawartemu przez Raula Castro z kubańskimi biskupami i Madrytem.
7 lipca Kościół ogłosił, że w ciągu czterech miesięcy więzienia opuści 52 opozycjonistów. 39 rzeczywiście odzyskało wolność, ale wprost z celi musieli się udać na wygnanie do Hiszpanii. 13 odmówiło wyjazdu z kraju. Chociaż Kościół i ambasada Hiszpanii zapewniały ich bliskich, że również oni opuszczą zakłady karne i będą mogli pozostać na wyspie, tak się nie stało. Zamiast tego reżim wypuścił 14 nadprogramowych więźniów, z których większość odbywała kary nie za poglądy, ale za terroryzm, sabotaż czy piractwo podczas prób nielegalnego opuszczenia wyspy.
[wyimek]Trzynastu spośród więźniów sumienia kategorycznie odmawia wyjazdu do Hiszpanii[/wyimek]
Ten gest zaskoczył Kościół. Sekretarz Konferencji Episkopatu Kuby José Félix Pérez wyraził zdziwienie, że uwalniani są ludzie, którzy dopuścili się aktów przemocy, podczas gdy 13 więźniów sumienia z listy uzgodnionej z rządem wciąż przebywa za kratkami.