O szykującej się frondzie Cerkwi, tradycyjnie sympatyzującej z władzami Białorusi, poinformował opozycyjny białoruski dziennik “Narodnaja Wola”. W rozmowie z gazetą rzecznik białoruskiego Kościoła prawosławnego ojciec Jewgienij Swiderski oznajmił, że zwierzchnik Cerkwi na pewno nie jest w tym roku delegatem na wyborczy zjazd Łukaszenki. Metropolita Filaret dotąd brał udział prawie we wszystkich imprezach mających na celu zademonstrowanie poparcia dla białoruskiego prezydenta, zasiadał w prezydium, a nawet przemawiał do uczestników. Teraz rozważana jest możliwość zakazania udziału w prołukaszenkowskim zjeździe innym prawosławnym duchownym. Rzecznik tłumaczył, że angażowanie się w politykę jest sprzeczne z doktryną prawosławia.
Jeśli Cerkiew prawosławna będzie konsekwentna, to zaplanowanego na początek grudnia zjazdu wyborczego prezydenta Aleksandra Łukaszenki nie zaszczyci obecnością nie tylko zwierzchnik białoruskiej Cerkwi, lecz także już wybrany na delegata biskup bobrujski i bychowski Serafim oraz inni duchowni wyznaczeni przez lokalne prołukaszenkowskie społeczności.
“Narodnaja Wola” zaznacza, że przypomnienie o apolityczności Cerkwi wprawiło w ogromne zakłopotanie władze w Mińsku, które robią wszystko, żeby fotel metropolity Filareta na wyborczym zjeździe Aleksandra Łukaszenki nie pozostał pusty. Dziennik nie wyklucza, że to właśnie w tej sprawie ambasador Białorusi w Moskwie Wasilij Dołgalew spotkał się w ubiegłym tygodniu z patriarchą Cyrylem, zwierzchnikiem rosyjskiego prawosławia, którego częścią jest Cerkiew białoruska.
O roli patriarchatu moskiewskiego w buncie białoruskich współwyznawców mówi w “Rzeczpospolitej” białoruski filozof Aleś aAncipienka.
– Białoruska Cerkiew nie jest samodzielna. W tej instytucji obowiązuje dyscyplina jak w wojsku – mówi. – Nie wykluczam zatem, iż patriarchat moskiewski, widząc, jak bardzo popsuły się stosunki Łukaszenki z kierownictwem Rosji, postanowił dołączyć do presji Kremla na nielubianego obecnie w Moskwie polityka.