Prof. Krzysztof Ruchniewicz oraz prof. Piotr Madajczyk zasiądą w piętnastoosobowej radzie naukowej fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Rada została wczoraj nominowana przez władze fundacji. – Nic już nie stoi na przeszkodzie w realizacji projektu – powiedział wczoraj Bernd Neumann, sekretarz stanu ds. kultury. Wczorajsze posiedzenie gremium kierowniczego fundacji zbojkotowali przedstawiciele środowisk żydowskich, protestując przeciwko obecności w tym gronie dwóch przedstawicieli Związku Wypędzonych (BdV) o poglądach rewizjonistycznych.
Obaj polscy historycy są dobrze znani w Niemczech. Krzysztof Ruchniewicz kieruje Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich na Uniwersytecie Wrocławskim, a Piotr Madajczyk Zakładem Studiów nad Niemcami w PAN. – Są merytorycznie doskonale przygotowani do pracy w fundacji, lecz ich obecność w tym gronie jest błędem z politycznego punktu widzenia – twierdzi prof. Tomasz Szarota. Zrezygnował przed rokiem z prac w radzie, nie chcąc, jak powiedział, służyć w charakterze listka figowego dla niemieckiego pomysłu upamiętnienia wypędzeń. – Warto zaryzykować. Jeżeli się nie jest w środku, trudno wpłynąć na kształt przyszłego muzeum – twierdzi Piotr Madajczyk.
Zadaniem rady naukowej będzie zaopiniowanie koncepcji przyszłego muzeum opracowanej przez dyrektora fundacji Manfreda Kittela. Budzi ona zastrzeżenia wielu historyków, także niemieckich, gdyż przewiduje umiejscowienie przymusowych wysiedleń Niemców po II wojnie światowej w kontekście całej panoramy wysiedleń i deportacji ludności cywilnej w XX wieku. Zdaniem przeciwników takiej koncepcji prowadzi to do zatarcia różnic pomiędzy nimi i uniemożliwia zgodne z prawdą historyczną przedstawienie przyczyn wysiedlenia Niemców po wojnie.
Obok dwóch Polaków w radzie naukowej fundacji znalazło się jeszcze trzech zagranicznych naukowców: Szwajcarka Marina Cattaruzza, Amerykanin Norman Naimark oraz Węgier Kristian Ungvary. Reszta to niemieccy historycy. Za takiego uchodzi także osiadły w Niemczech obywatel Szwajcarii Raphael Gross, dyrektor Muzeum Żydowskiego we Frankfurcie. W przeciwieństwie do Centralnej Rady Żydów nie zamierza on bojkotować prac fundacji, lecz patrzeć Niemcom na ręce przy konstruowaniu miejsca pamięci krzywd, jakich doznali po wojnie. Zwraca uwagę brak przedstawiciela z Pragi. Z poprzedniej rady wystąpiła na znak protestu Czeszka Martina Kaiserova.
W gronie niemieckich członków rady co najmniej troje naukowców znanych jest z umiarkowanych poglądów na temat koncepcji przyszłej placówki w Berlinie. –Obecny układ sił w radzie naukowej nie daje jednoznacznej przewagi zwolennikom traktowania historii w ujęciu Eriki Steinbach – zapewnia anonimowo „Rz” jeden z ekspertów obserwujący wieloletnie zmagania Berlina dotyczące fundacji „Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. Dla wszystkich jest jasne, że to Erika Steinbach jest matką chrzestną całego projektu i to ona wywalczyła utworzenie w stolicy Niemiec Muzeum Wypędzeń. Jak się nieoficjalnie dowiadujemy, powołanie dwóch polskich historyków do rady naukowej fundacji nie zostało dobrze przyjęte w środowisku niemieckich wypędzonych. Decydując się na takie rozwiązanie, władze fundacji pragnęły jednak jak najszybciej przygotować całą organizację do rozpoczęcia efektywnego działania po kontrowersjach związanych z aspiracjami Eriki Steinbach do zasiadania w gremium kierowniczym fundacji. Zapobiegł temu Guido Westerwelle, szef niemieckiej dyplomacji.