Francuski urząd badania przyczyn wypadków i katastrof lotniczych BEA stwierdził w opublikowanym raporcie, że piloci nie zareagowali poprawnie, gdy samolot zaczął tracić wysokość po zamarznięciu czujników prędkości, a także nie zostali przeszkoleni w postępowaniu na wypadek awarii tych czujników. Piloci nie stwierdzili oficjalnie utraty wysokości, mimo że sygnał alarmowy rozlegał się przez prawie minutę — dodaje raport.
- Sytuacja była do uratowania nawet po utracie danych o prędkości samolotu - stwierdził dyrektor BEA, Jean-Paul Troadec na spotkaniu z prasą po udostępnieniu raportu.
Uaktualniona wersja ostatnich 4 minut lotu, ustalona na podstawie odczytów z czarnych skrzynek potwierdziła ustalenia z maja, że załoga zareagowała na sygnał o przeciągnięciu (utracie siły nośnej) robiąc coś, czego nie rozumieją do dziś eksperci — poderwała nos samolotu zwiększając kąt natarcia zamiast obniżyć go i zmniejszyć ten kąt.
Przeciągnięcie aerodynamiczne jest bardzo niebezpieczne, dochodzi do niego, gdy skrzydła nie są w stanie utrzymać samolotu w powietrzu. Podręcznikową reakcją na to powinno być obniżenie nosa samolotu. Rzadko do niego dochodzi w lotach cywilnych, zwłaszcza na dużej wysokości, więc nie ma konkretnego szkolenia pilotów na taką sytuację, albo jest ono małe.
Pasażerowie nie otrzymali żadnych ostrzeżeń, gdy piloci walczyli, by uniknąć katastrofy - dodaje BEA.