Rz: Czy sąsiedzi powinni się obawiać rosnących aspiracji Chin?
Ahmed Ghazali:
Z perspektywy państw regionu nie ma powodu do obaw. Chiny wcale nie są tu postrzegane jako zagrożenie. To nie jest kraj, który próbowałby swoją ideologię narzucać innym siłą. Jeżeli ma obsesję, to na punkcie rozwoju gospodarczego. Druga gospodarka świata powinna mieć zdolność do obrony swoich interesów.
Ale może wykorzystać tę zdolność do rozwiązania na swoją korzyść sporów terytorialnych.
To prawda, mamy spory terytorialne z Chinami. Głównie o wysepki Spratly na Morzu Południowochińskim. Ale nie jest to konflikt, który mógłby doprowadzić do wojny. Za incydenty, podczas których chińskie statki próbują przegonić ze spornych terenów jednostki innych krajów, odpowiadają głównie ludzie na niskim szczeblu, na przykład nadgorliwi kapitanowie.