W poniedziałek inspektorzy przekazali raport sekretarzowi generalnemu ONZ. Potwierdzili – jak napisano na pierwszej stronie – że w Syrii doszło do użycia broni chemicznej „przeciwko cywilom, włącznie z dziećmi, na relatywnie dużą skalę”. Potwierdziły to próbki „środowiskowe, chemiczne i medyczne”. Zdaniem inspektorów dowody na użycie „pocisków rakietowych ziemia-ziemia zawierających sarin” 21 sierpnia w obszarze Guta pod Damaszkiem „są jasne i przekonujące”.
Podczas ataku zginęło ok. 1500 osób. USA, Francja i Wielka Brytania twierdzą, że mają dowody, iż odpowiedzialne za to są siły reżimowe. Rosja o atak oskarżyła rebeliantów. Zadaniem inspektorów było ustalenie, czy w ogóle użyto broni chemicznej, a jeśli tak, to jakiej, a nie kto to zrobił.
Ogłoszony w Genewie, wyjątkowo ambitny plan szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa i amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry’ego miał zapobiec zachodniej interwencji w Syrii. Nim jednak rozpoczęły się poważne przymiarki do wprowadzenia go w życie – stanął pod znakiem zapytania. Państwa zachodnie znów chcą uchwalenia w Radzie Bezpieczeństwa stanowczej rezolucji w sprawie Syrii, którą – jak można przypuszczać – Rosja zawetuje i to pomimo raportu inspektorów ONZ, którego brak dotąd rzekomo był najważniejszą przeszkodą. Jednocześnie Damaszek ogłosił właśnie, że zastosuje się do porozumień z Genewy, ale wyłącznie jeśli... zaakceptuje je ONZ i zostaną zapisane w rezolucji. I tak oto dyplomatyczne koło się zamyka.
Trzech stałych członków Rady Bezpieczeństwa – Stany Zjednoczone, Francja i Wielka Brytania – ogłosiło w poniedziałek, że chce uchwalenia najdalej do końca przyszłego tygodnia rezolucji, która zobowiąże Damaszek do likwidowania broni chemicznej „zgodnie z precyzyjnym harmonogramem”, jaki w Genewie ustalili w sobotę Ławrow i Kerry (wówczas Syria na ten plan się godziła).
Sojusznicy chcą również – jak ujął to francuski prezydent – utrzymania twardego kursu wobec Syrii, gdyż to „groźby zbrojnego uderzenia doprowadziły do genewskiego porozumienia”. Paryż, Waszyngton i Londyn zgodne są też co do tego, że niewywiązanie się Syrii z obietnic powinno w pierwszej kolejności skutkować nałożeniem nań sankcji.
We wtorek szef francuskiej dyplomacji ma jechać do Moskwy, by zabiegać o poparcie dla „mocnej rezolucji”. AFP, powołując się na źródła dyplomatyczne, podała, że minister Laurent Fabius chce rozmawiać z Siergiejem Ławrowem o projekcie traktującym francuską propozycję rezolucji jako „punkt wyjścia”. Paryż zgłosił ją jeszcze przed ogłoszeniem raportu inspektorów ONZ, ale wówczas Moskwa uznała projekt za „nie do zaakceptowania”.
Choć minister Ławrow w ostatnich dniach dał do zrozumienia, że Rosja mogłaby poprzeć sankcje wobec Damaszku, gdyby nie zastosował się on do ustaleń z Genewy, gdy w grę zaczęło wchodzić zapisanie tego w rezolucji, Moskwa znów stanowczo mówi: „nie”.
Dyplomatyczne rozgrywki dodatkowo komplikuje decyzja władz w Syrii, że dostosują się do ustaleń z Genewy, ale wyłącznie jeśli zatwierdzi je ONZ. – Już teraz rozpoczęliśmy przygotowanie wykazów swojej broni chemicznej – zapewniał w telewizji ITN syryjski minister informacji Omran Ahid ez-Zubi. Wcześniej reżim genewskie porozumienia nazwał „zwycięstwem Syrii osiągniętym dzięki rosyjskim przyjaciołom”. W Genewie ustalono, że Syria ma tydzień na przekazanie wszystkich informacji na temat swoich chemicznych arsenałów, ale w świetle ostatnich oświadczeń nie jest już jasne kiedy i wedle której ze stron upływa ten termin. Ambitny plan zakłada również, że syryjski arsenał chemiczny – rozlokowany w ok. 45 obiektach i uważany za jeden z największych na świecie – zostanie zniszczony do połowy 2014 r.