Do tej pory za symbol bezkarnych gwałtów na uczelniach służył materac, z którym chodziła po kampusie uniwersytetu Columbia Emma Sulkowicz. Jako ofiara przemocy seksualnej otrzymała nawet kilka odznaczeń za odwagę. Była też na Kapitolu gościem jednego z senatorów z ugrupowania demokratów, w czasie dorocznego orędzia o stanie państwa prezydenta Obamy. Jednak media zadają sobie ostatnio pytanie czy jej wersja wydarzeń jest prawdziwa.
W amerykańskim magazynie internetowym „ The Daily Beast" ukazał się niedawno wywiad z Paulem Nungesserem, niemieckim studentem Columbii, którego Emma oskarżyła o gwałt niemal dwa lata temu. Nigdy nie przyznał się do winy. Został zresztą oczyszczony z zarzutów przez uniwersytecką komisję dyscyplinarną. Niedawno zdecydował się na opublikowanie w "The Daily Beast" facebookowej korespondencji, którą prowadził z Emmą przez wiele miesięcy po spotkaniu, w czasie którego miało dojść w 2012 roku do gwałtu. Wynika z nich, że studentka zapewniała go o swej miłości, wyrażała gotowość do spotkań, także intymnych. Dlaczego więc zdecydowała się na oskarżenie o gwałt, zresztą w wiele miesięcy po intymnym spotkaniu, trzecim z kolei w ciągu ich bliższej znajomości. Emma milczy. Jej obrońcy udowadniają, że trauma, której doznała uniemożliwiła jej właściwą ocenę wydarzenia przez dłuższy czas.
Termin ujawnienia przez Nungessera korespondencji zbiegł się z publikacją w magazynie „Rolling Stone" opisującą rzekomy gwałt zbiorowy na University of Virginia. Okazało się, że wiele okoliczności tej sprawy było wymysłem autorki. Są także poważne wątpliwości co do prawdomówności ofiary. W mediach pojawiły się opinie, że debata na temat gwałtów na uniwersytetach została cofnięta o kilka lat.
Jak naprawdę wygląda sytuacja na amerykańskich uniwersytetach do końca nie wiadomo. Jest mnóstwo badań socjologicznych, ankiet, sondaży i bazujących na tym wszystkim ocen. Wynika z nich, że od 10 proc. do 29 proc. studentek było w czasie studiów ofiarami gwałtu lub też jego usiłowania. Z badań przeprowadzonych przez zespół socjologów pod kierunkiem Pauli England w latach 2005- 2011 wynika, że do czwartego roku studiów 10 proc. studentek zostało zmuszonych przy pomocy siły do odbycia stosunku; 15 proc. miało do czynienia z usiłowaniem tego rodzaju; 11 proc. zapewniało, że zostały wykorzystane seksualnie w chwili, gdy nie były w pełni świadome; 25 proc. stwierdziło, że doświadczyło jednego z tych przypadków.
Z badań Sofi Sinozich i Lynna Langtona wynika z kolei, że jedynie 20 proc. studentek będących ofiarami gwałtu zgłasza ten fakt policji, podczas gdy czyni to 32 proc. kobiet w podobnym wieku (18-24 lata) nie będących studentkami. Jest tak dlatego, że na uniwersytetach działają komisje dyscyplinarne, które rozpatrują skargi studentek. Z tego powodu rezygnują one z doniesień na policji.