Polem bitwy stała się licząca prawie cztery tysiące żołnierzy „8 gwardyjska samodzielna górska brygada zmotoryzowana" stacjonująca w wiosce Borzoj pobliżu Szatoja.
Według jednego z żołnierzy bójka w której uczestniczyło od kilkudziesięciu do być może kilkuset ludzi miała miejsce jeszcze we wtorek 23 lutego, ale dopiero teraz o niej się dowiedziano.
Wszystko zaczęło się w wojskowej stołówce, gdy schodzący z warty żołnierz kontraktowy podszedł po swój obiad bez kolejki – taki był zwyczaj w jednostce. Ale stojący w ogonku, świeżo przybyli żołnierze zwiadu najpierw zaczęli wyzywać wartownika, potem bić, a w końcu i kopać leżącego wprost na sali. Zdaniem świadka, gdyby nie interwencja czeczeńskiej kucharki zabiliby go.
Pobity w stanie ciężkim trafił do szpitala.
Ale tego samego dnia w jego obronie stanęli żołnierze oddziału, w którym służył – batalionu specjalnego. Doszło do ogromnej bijatyki, w której rannych zostało co najmniej 30 żołnierzy (tylu mniej lub bardziej oficjalnie znalazło się w izbie chorych). Nie wiadomo, komu i w jaki sposób udało się ją przerwać.
Problem w tym, że zwiadowcy byli Rosjanami (z Syberii), a żołnierze batalionu specjalnego – Czeczenami i mieszkańcami sąsiedniego, również muzułmańskiego Dagestanu. Sama bójka na stołówce miała również zacząć się od wyzwisk dotyczących narodowości, a późniejsza mobilizacja kolegów (z obu stron) także przebiegała według cenzusu narodowościowego.
„Jesienią 2014 roku pobór do wojska objął Czeczenów – po raz pierwszy od 20 lat. Dorosło pokolenie, które z powodu wieku nie walczyło ani w pierwszej (1994-1997), ani w drugiej wojnie czeczeńskiej (1999-2004), ale napięcia (narodowościowe) mogły pozostać" - sądzi Siergiej Kirijenko z Prezydenckiej Rady ds. Praw Człowieka. Wartownik, pobity jako pierwszy pochodził rejonu szatojskiego, ale w czasie wojny jego rodzinna miejscowość została zniszczona przez Rosjan i cała rodzina uciekła do Groznego.
Dodatkowo, około 2005 roku, ministerstwo obrony znacznie ograniczyło pobór ze wszystkich republik północnokaukaskich (w związku z przechodzeniem armii z poborowej na zawodową). Zniknęła w związku z tym zmora jednostek wojskowych: niechętne Rosjanom, zwarte grupy żołnierzy z Północnego Kaukazu, których bali się oficerowie, a którzy narzucali oddziałom własne prawa.
„Wszystko to był zwykły, bytowy konflikt. (...) Nie ma żadnych podstaw by uważać tę bójkę za konflikt narodowościowy. Nie odpowiada również prawdzie informacja, że w bijatyce brały udział osoby cywilne" - napisał w Instagramie lider Czeczenii Ramzan Kadyrow.
Wysłał jednak do jednostki swojego przedstawiciela, by sprawdził co tam się stało. Do Borzoj przyjechali także prokuratorzy z siedziby okręgu wojskowego oraz z ministerstwa obrony z Moskwy.
Bójka w jednostce sfilmowana aparatem komórkowym przez jednego z żołnierzy