W obszernym komunikacie MSZ przekonuje, że ​​na przełomie 2021 i 2022 roku „światowa przestrzeń informacyjna stanęła w obliczu bezprecedensowej w swojej skali i wyrafinowaniu kampanii medialnej, której celem jest przekonanie społeczności światowej, że Federacja Rosyjska przygotowuje inwazję na terytorium Ukrainy”. W oświadczeniu zawarto przykłady „niektórych najbardziej znanych fałszywych publikacji w zachodnich mediach”. „Są one dowodem na to, że przeciwko Moskwie prowadzony jest skoordynowany atak informacyjny, mający na celu podważenie i zdyskredytowanie słusznych żądań Rosji dotyczących gwarancji bezpieczeństwa, a także uzasadnienie zachodniej geopolitycznych” – czytamy w oświadczeniu.

MSZ Rosji ocenia, że „zachodnie władze i media zmawiają się, aby stworzyć sztuczne napięcia wokół Ukrainy poprzez masowe i skoordynowane rozpowszechnianie fałszywych informacji w celu odwrócenia uwagi od ich własnych agresywnych działań”.

W komunikacie krytykowane są w pierwszej kolejności media amerykańskie, w tym dziennik „Washington Post”, agencja Bloomberg (która jest „ściśle powiązana z amerykańskim establishmentem politycznym” i „odegrała szczególną rolę”) czy telewizja CNN. Dalej komunikat wymienia Niemcy („Bild”) i Wielką Brytanię („Daily Mirror”, „The Guardian”, „Daily Express”).

Czytaj więcej

USA: Inwazja Rosji na Ukrainę możliwa w każdej chwili. Biały Dom wzywa Amerykanów do pilnej ewakuacji

Krytykowane są także media z „pozornie neutralnej” Szwajcarii czy „nieco bardziej powściągliwa prawa w Kanadzie”. Po przykładach rzekomej dezinformacji z Francji, Belgii, Łotwy i Litwy autorzy komunikatu docierają do Polski. 

MSZ Rosji oskarża polskie media o „wprowadzanie w błąd widzów i czytelników co do planów Moskwy”. Zwraca uwagę na depeszę Polskiej Agencji Prasowej z 18 stycznia br., w której za niemiecką prasą opublikowano mapę pokazującą potencjalne kierunki rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Przywoływany jest też artykuł na stronie Polskiego Radia z 30 stycznia br., w którym cytowany jest Mason Clark, główny analityk think tanku Institute of War Studies (ISW) w Waszyngtonie. W ocenie tego eksperta najbardziej prawdopodobne jest wkroczenie rosyjskich wojsk do Donbasu oraz stała dyslokacja na Białorusi.

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Jeszcze 3 tys. amerykańskich żołnierzy trafi do Polski

Rosyjski resort dyplomacji wymienia też publikację Onetu, w której m.in. zebrano twitterowe opinie Roba Lee, eksperta think tanku Foreign Policy Research Institute i jednego z czołowych amerykańskich analityków wojskowych. „Rosja nie ma jeszcze wszystkich elementów na miejscu, ale przesuwa je już teraz. Prawdopodobnie wszystkie będą na miejscu do 9 lutego. Wtedy właśnie eskalacja jest bardziej prawdopodobna” - pisał Lee. Zdaniem MSZ Rosji „polskie media stały się generalnie platformą do rozpowszechniania amerykańskich nieprawd i spekulacji”. Jako przykład wskazano depeszę PAP, powstałą na podstawie doniesień CNN, według której amerykański wywiad przechwycił rozmowy rosyjskich wojskowych, mających się obawiać, że koszty agresji na Ukrainę mogą być wyższe, niż zakłada Władimir Putin.

MSZ Rosji wskazuje też media z innych państw europejskich, nawet z Islandii, a także z innych regionów świata, np. Japonii.