W ostatnich kilkudziesięciu godzinach do Francuzów zaczyna docierać, że niedziela może rozstrzygnąć na lata o losie ich kraju.
– Notujemy bardzo wyraźny wzrost deklaracji udziału w wyborach, to już 78 proc. uprawnionych. Ludzie zdają sobie sprawę, że rozgrywka jest poważna – przyznaje Emmanuel Riviere, dyrektor instytutu badania opinii publicznej Kantar. Ale jego zdaniem absolutnie nie da się powiedzieć, kto przejdzie do drugiej tury. Co prawda według czwartkowej ankiety Harris Interactive Emmanuel Macron może liczyć na 25 proc. głosów, Marine Le Pen – 22 proc., zaś François Fillon i Jean-Luc Melenchon – po 19 proc., ale to bardzo płynny elektorat: co trzeci Francuz uprawniony do głosowania (ok. 10 mln osób) jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji, kogo poprze.