We wtorek odbędą się w Korei Południowej przedterminowe wybory prezydenckie. Kraj został zdestabilizowany po usunięciu poprzedniej szefowej państwa pod zarzutem korupcji, a jednocześnie zagraża mu wojownicza, komunistyczna Północ.

Ale „bezpieczeństwo państwa" i „ochrona liberalnej demokracji" znajdują się dopiero na trzecim miejscu wśród priorytetów wyborców. Koreańczycy domagają się walki z korupcją i nowych miejsc pracy dla młodzieży.

- Nasi rodzice martwili się, czy będą mieli co jeść. A my się boimy, że znajdziemy się poza nawiasem społeczeństwa, bo nie możemy znaleźć pracy – powiedział dziennikarzom jeden z uczniów seulskiego college'u.

Według najnowszych danych w grupie osób do 29 lat bezrobocie przekracza 11 proc., gdy w całym kraju wynosi ono 4,2 proc.

Młodsi chcą głosować na Moon Jae-ina, 64-letniego byłego prawnika związanego z ruchami obywatelskimi. Obiecuje on zwiększenie zatrudnienia w sektorze państwowym (nauczyciele, policjanci, strażacy etc.), choć unika odpowiedzi na pytanie, skąd weźmie na to pieniądze. Mówi jedynie o „opodatkowaniu milionerów" i „uszczelnieniu systemu podatkowego". W sondażach prowadzi z ponad 40 proc. poparciem.

Jego główny przeciwnik to 54-letni właściciel koncernu tworzącego software antywirusowy (i dlatego zwany „koreańskim Billem Gatesem) Ahn Cheol-soo. Mimo że sam jest milionerem, promuje tak rozbudowany program opieki społecznej, że został już nazwany „koreańskim Billem Sandersem". Dzięki kampanii wyborczej zyskał nowy przydomek, ale nie zyskał przychylności wyborców i jego poparcie nie przekracza 20 proc. Być może dlatego, że domagał się likwidacji resortu edukacji i całkowitej reformy wykształcenia, by „dostosować młode pokolenia do kolejnej rewolucji technologicznej".

Jednak faworyt wyborów otoczył się doradcami ekonomiczni znanymi ze swych wolnorynkowych, a nie socjalistycznych przekonań. Chcą oni zmniejszenia podatków i ograniczenia wpływów koreańskich, rodzinnych koncernów zwanych czebolami. Takie propozycje też zwiększają popularność Moon Jae-ina wśród wyborców domagających się walki z korupcją, której symbolem są właśnie czebole. – Chcemy kogoś, kto wywróci stolik i przerwie im grę, tak jak to zrobił Trump w USA – mówi jeden z młodych wyborców. Ale eksperci ekonomiczni zwracają uwagę, że koreańska gospodarka dopiero wyszła z okresu stagnacji i nowy szef państwa „nie będzie mógł wykonywać gwałtownych ruchów, by nie wystraszyć rynków".

Dopiero na trzecim miejscu priorytetów znalazło się zagrożenie ze strony Korei Północnej, mimo obaw, że Pjongjang znów może dokonać próby nuklearnej. Moon Jae-in zaś wypowiadał się przeciw rozmieszczeniu w kraju amerykańskiego systemu antyrakietowego THAAD, który ma bronić Seulu przed komunistycznymi rakietami. Moon Jae-in chce rozwijać własny system antyrakietowy, co mogłoby uspokoić Pekin i skłonić go do zdjęcia nieformalnych sankcji, jakie nałożył na Seul za rozlokowanie systemu amerykańskiego. Chce też rozmawiać z Pjongjangiem i rozwijać z nim współpracę gospodarczą. – To jest dokładna odwrotność tego, co chcą robić USA, wołając: nacisk, nacisk, nacisk! Nagle na Południu pojawi się prezydent, który powie Waszyngtonowi: hej, trzeba rozmawiać z tymi facetami – sądzi prof. John Delury z Seulu.

Przeciw Moonowi wystąpili już zbiegowie z Północy. Według nich współpraca gospodarcza z komunistami i idące za tym ułatwienia w ruchu granicznym ułatwią penetrację Południa. „Ekipom komunistycznych morderców łatwo będzie przyjechać tutaj, by nas mordować albo porywać" – napisali w oświadczeniu rozdawanym w parlamencie.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: andrzej.lomanowski@rp.pl