James Comey już raz był w tej roli. Gdy 28 października, dziesięć dni przed wyborami, ogłosił wznowienie śledztwa w sprawie wykorzystania przez Hillary Clinton prywatnego adresu e-mailowego do przesyłania poufnych informacji, do jakich miała dostęp jako sekretarz stanu, prawdopodobnie przesądził o tym, kto zdobył Biały Dom.
Ale zeznania Comeya w czwartek przed komisją ds. wywiadu Senatu mogą przynieść podobny efekt – tym razem na niekorzyść Trumpa. Bo choć Comey odmówił odpowiedzi na pytanie republikańskiego senatora Richarda Burra, czy prezydent chciał wstrzymać śledztwo w sprawie powiązań jego sztabu wyborczego z Kremlem, to szczegółowy opis kontaktów byłego szefa FBI z Trumpem bardzo jasno to sugeruje. Jeśli Kongres dojdzie do takiego wniosku, będzie to podstawa do rozpoczęcia przeciwko Trumpowi procedury impeachmentu, tak jak afera Watergate przed przeszło 40 laty.