Chaotyczna ewakuacja z Afganistanu i porozumienie AUKUS między USA, Wielką Brytanią i Australią to najbardziej spektakularne przykłady tego, że Waszyngton – nawet z nowym gospodarzem Białego Domu – niekoniecznie jest zainteresowany współpracą czy przynajmniej konsultowaniem z Europą swoich strategicznych decyzji w polityce zagranicznej.

We wtorek w nocy w słoweńskim Brdo przywódcy 27 państw UE spotkali się na nadzwyczajnym szczycie zaplanowanym właśnie w reakcji na operację w Kabulu, a potem porozumienie AUKUS. Jednak przebieg rozmów pokazał, że w kwestii postulowanej przez niektórych polityków autonomii strategicznej Europa jest podzielona.

– Aby stać się bardziej skuteczną i asertywną na arenie międzynarodowej, Unia musi zwiększyć swoją zdolność do autonomicznego działania. Jako potęga gospodarcza: poprzez nasz jednolity rynek, normy (klimat, energia, polityka cyfrowa, przemysłowa), równe szanse, wzajemność. Będziemy także realizować własne interesy, w szczególności wobec Chin, które uważamy za konkurenta, partnera i rywala systemowego – podsumował spotkanie Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej.

Czytaj więcej

Antony Blinken, sekretarz stanu USA, tym tygodniu znowu gościł w Paryżu. Na zdjęciu z prezydentem Em
Unia i AUKUS

W oświadczeniu nie ma słowa o wspólnej polityce obronnej, jest natomiast wspomniane, że w tej dziedzinie UE „powinna dokonywać postępu na różnych ścieżkach". To właśnie odzwierciedlenie różnic w myśleniu o obronie w UE.

Najbardziej w kierunku wspólnej polityki obronnej prze Francja, ona też uważa, że UE powinna być bardziej samodzielna na arenie międzynarodowej. Emmanuel Macron poczuł się szczególnie dotknięty porozumieniem AUKUS, bo nie tylko oznaczało ono wielkie straty komercyjne (zerwanie przez Australię wartego 50 mld euro kontraktu na dostawę francuskich okrętów podwodnych), ale też pominięcie Francji w planach dotyczących nowego porządku w regionie Indo-Pacyfiku. A przecież Paryż ma tam swoje ambicje, ma tam też związane z Francją terytoria. Dla prezydenta była to taka obraza, że początkowo blokował zaplanowane wcześniej konsultacje wysokiego szczebla między USA i UE w Pittsburghu, pomyślane jako otwarcie post-Trumpowej ery w relacjach między dwoma partnerami. Ostatecznie ustąpił, Joe Biden zadzwonił do Macrona, a tuż przed spotkaniem do Paryża przyleciał amerykański sekretarz stanu Anthony Blinken.

Nie zmieniło to jednak nieufności Paryża do Waszyngtonu i ambicji wybicia się na niepodległość. Niepodzielanych przez wszystkich w Europie. – Jestem absolutnie przekonany, że NATO jest i pozostanie w przyszłości kamieniem węgielnym bezpieczeństwa europejskiego. Ale nie stoi to w sprzeczności z posiadaniem silniejszej Unii – powiedział Krišjanis Karinš, premier Łotwy. Zdecydowanie za silnym sojuszem z USA i niedenerwowaniem amerykańskiego partnera próbami tworzenia unijnej armii są też inne państwa bałtyckie i Polska. Jak mówią nieoficjalnie dyplomaci w Brukseli, w czasie wcześniejszych konsultacji nie wszyscy podzielali oburzenie Francji związane z układem AUKUS. – Amerykanie zrobili to niezręcznie, ale nie należy z tego wyciągać wniosków, czy to odnośnie relacji z USA, czy z Wielką Brytanią, czy regionem Indo-Pacyfiku. Przesadą jest twierdzenie, że umowa była wymierzona w Europę – mówi nieoficjalnie dyplomata jednego z państw UE.

Dyskusja o samodzielnej roli Unii na scenie międzynarodowej dopiero jednak się rozkręca. W listopadzie Josep Borrell, wysoki przedstawiciel UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, ma przedstawić projekt tzw. kompasu strategicznego dla UE. Po raz pierwszy przywódcy państw UE będą o nim dyskutować na szczycie w grudniu. A przyjęty miałby być w marcu 2022 r., na zwołanym przez prezydencję francuską szczycie poświęconym obronności. Spotkanie zaplanowano zaledwie kilka tygodni przez pierwszą turą wyborów prezydenckich we Francji, będzie więc dla Macrona okazją do forsowania swoich globalnych ambicji.