Młodszy brat chorego dyktatora zezwolił rodakom na zakup telefonów komórkowych, komputerów i innych dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, horrendalnie drogich w zestawieniu z ich zarobkami. Otworzył przed nimi drzwi luksusowych hoteli i kurortów, na które stać nielicznych. Na tym skończyły się reformy.
W ostatnim wystąpieniu (26 lipca z okazji święta narodowego) rozwiał nadzieje Kubańczyków na strukturalne zmiany, mówiąc, że powinni się przygotować na “złe wiadomości” z powodu galopujących cen ropy i żywności. Rolnicy wciąż czekają na obiecany przydział państwowej ziemi leżącej odłogiem. Nie mówi się już o zniesieniu zezwoleń na wyjazd z kraju.
Liczba więźniów politycznych spadła w ciągu pół roku z 234 do 219, ale to nie dowodzi, że Raul Castro ma inne podejście do opozycji niż jego starszy brat. Więźniowie skończyli odbywanie kary albo ich wypuszczono, bo byli w takim stanie, że mogli umrzeć w celi. Kubańscy obrońcy praw człowieka zapewniają, że choć Raul Castro nie pakuje masowo ludzi do więzień, to opozycja jest nadal inwigilowana i nękana ciągłymi aresztowaniami i przesłuchaniami. Jak wynika jednak z sondażu przeprowadzonego potajemnie na Kubie przez amerykański instytut związany z Partią Republikańską, brak swobód politycznych doskwiera mniej niż 10 proc. Kubańczyków. Dla ponad połowy najważniejsze są sprawy bytowe.
Nic nie wynikło z oferty dialogu skierowanej do Waszyngtonu. Raul Castro ostrzegł, że jego armia pozostanie w stanie gotowości, nawet jeśli listopadowe wybory prezydenckie wygra Barack Obama, rzecznik odprężenia w stosunkach z Hawaną.